Rozdział 9
- Jedzie, jedzie, jedzie.. Hop! Leć Klimek, leć! - krzyknęła zaciskając kciuki - Dobrze, daleko!
Spędzała zawody na trybunach z Jankiem, Kacprem i Krzyśkiem. Dostali kolorowe, puchowe czapki od Ewy, by ich Team Poland się wyróżniał. I tak zdecydowanie było. Po zakończonej serii finałowej, mieli zrobić wspólnego ognisko-grilla, nad którym właśnie czuwali Klimowski i Ave. Jeszcze tylko ostatnia dziesiątka zawodników pozostała do końca.
- Kamil poleci daleko, mówię wam.
- Phi, wróżbita Kacper?
- Być może.
Dziewczyna zaśmiała się kręcąc głową z dezaprobatą.
*
Po oddanym świetnym skoku i odebraniu trofea rozradowany Kamil rzucił się w ramiona Ewy. Złożył na jej ustach czuły pocałunek i wyszeptał na ucho 'Kocham cię'. Widokiem pary rozczuliła Kotówna, która od dłuższego czasu przyglądała się im, robiąc zdjęcia.
- Niczym ninja. - skomentował stojący za nią Sobczyk, a dziewczyna podskoczyła
- Przestraszył mnie pan!
- O to mi chodziło. - uśmiechnął się
- Jest pan okropny. - przewróciła oczami i podeszła bliżej Stochów
- Uśmiech proszę!
- Madziunia, nie zgubiłaś czasem kogoś? - spytał Kamil
- Nie sądzę...? - uniosła lekko lewą brew
- To gdzie masz Titusa?
- A ta informacja mi do życia potrzebna?
- Teoretycznie nie...
- Praktycznie też.
- Dobra, dobra. Powiedz reszcie, że zaraz dołączymy.
- Ok, nie wnikam co się będzie działo przez ten czas. Bądźcie grzeczni. - rzuciła i odeszła w stronę stanowiska Polski
Już przy domku Słowenii słyszała ich śmiechy i kłótnie. Czy oni kiedyś zmądrzeją? Nie sądzę. Kiwnęła głową do swoich niemieckich znajomych, którzy energicznie do niej machali. Uśmiechnęła się sama do siebie, gdy podbiegł do niej Andreas.
- Może wpadniesz do nas?
- Widzę, że gruba impreza. To tak na chwilkę.
Chłopak objął ją ramieniem. Nie opierała się. Na przeciw wyszedł im Marinus. Ten to zawsze taki uśmiechnięty... Przybili sobie piątkę, po czym pociągnął ją za rękaw w stronę ławki stojącej przed zabudową. Po kolej zaczął przedstawiać jej swoich kadrowych przyjaciół.
- Ty jesteś żoną któregoś z tych Kotów z Polski? - spytał Wank marszcząc brwi
- Chroń panie boże! W życiu nawet bym nie chciała.
- To dlaczego macie takie samo nazwisko?
- Rodzeństwo.
- Twoi bracia są spoko. - wtrącił Severin
- Noo... Do zniesienia powiedzmy. - zaśmiała się, a telefon w jej kieszeni zawibrował - Pozwólcie, że was opuszczę, ale postaram się wrócić..
Skinęła ręką na pożegnanie i odeszła dalej. Bez zbędnych przeszkód dotarła pod polski domek. Od razu rzuciła się w ramiona brata.
- Świetny skok Maniuś!
- A dzięki dzięki. Robiłaś zdjęcia, prawda?
- Wyszedłem korzystnie? - spytał Żyła opierając łokieć na ramieniu Kota
- No ba. Poczekajcie tu chwilkę, ok? - rzuciła i podeszła do siedzącego na krześle Klimka
- Co cię gryzie?
- Aga, miała wypadek. - wyszeptał kryjąc twarz w dłoniach
- Chodź się przytul. - otwarła szeroko ramiona - Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz.
- Chciałbym w to wierzyć... Boje się o nią. Tak cholernie się o nią boję. - położył głowę na jej ramieniu, a po jego policzkach spływały pojedyncze łzy
- Nie martw się. Jutro rano będziesz już przy niej.
Rozdział 10
Po powrocie z Planicy, Dziama zaszyła się w rodzinnym domu w Zakopanem. Całe dni potrafiła przesiedzieć na kanapie, w piżamie, przeglądając kolejne kanały w TV. Znajomi w szkole, bądź na zajęciach na studiach... Czasem zaczynała żałować, że zrobiła sobie rok "przerwy". Najzwyczaniej w świecie się nudziła. Tak samo zapowiadał się 1 kwietnia. Niby taki zwykły dzień, ale jednak był wyjątkowy. Dzień jej 20 urodzin. Kuba w dzieciństwie, podczas kłótni dogryzał jej, 'że ona jest jednym, wielkim Prima Aprilisowym żartem'. Coś w tym było. Często nad tym myślała. Moje życie to jeden, wielki żart... Oczywiście, dzień ten obowiązkowo musiała spędzić sama. Tata w pracy, mama wyjechała na kilka dni do Limanowej.. A reszta? Kraków i Katowice. Tyle w temacie. Było jej przykro, bo chciała spędzić ten dzień z przyjaciółmi i rodziną. Jednak chcieć, to niekoniecznie móc. Zawsze trzeba o tym pamiętać. Około godziny 10.30 delikatnie uchyliła powieki. Wybudziła się z pięknego snu o... księciu z bajki, gdyż poczuła, że coś liże ją po czole. Obróciła głowę w lewo i ujżała białego szczeniaka, rasy maltańczyk, za którym stali jej bracia z babeczką w której umieszczona została świeczka. Przetarła oczy, by sprawdzić czy to jawa czy nadal śni. Wszystko okazało się prawdziwe. Maciek zaśmiał się cicho, za co dostał kuksańca w bok od Jakuba.
- Spełnienia marzeń maluchu! - wykrzyknął po chwili, wyciągając rękę z babeczką do przodu - Pomyśl życzenie i dmuchnij.
Dziewczyna podniosła się do pionu i lekko dmuchnęła, szeroko się uśmiechając.
- O jejku.. Dziękuje wam bardzo. A ten pies to czyj...?
- Twój. Zawsze mówiłaś, że chcesz mieć własnego szczuro-psa, więc voila. - wtrącił Maniek
- Jejku... Wy to jesteście najlepsi. - ucałowała obydwóch w policzek - Może jakieś śniadanie, hm?
- Jak sobie księżniczka życzy. Ale najpierw babeczka.
- Chętnie.
*
Ni stąd, ni zowąd, w okolicach 11, pod domem Kotów zjawiła się Ewa. Blisko się z Magdą przyjaźniły. Wpadła ja burza do kuchni w której dziewczyna powolnie jadła płatki z mlekiem. Siedziała podparta ręką. Jej długie, brązowe włosy były w niezbyt artystycznym nieładzie.
- To jak? Gdzie jedziemy najpierw?
- Czekaj, czekaj, czekaj... O co tu chodzi?
- Porywam cię na miasto.
- W celu...?
- W celu porwania cię na miasto, bo tylko tu siedzisz i się nudzisz. No już! Ruszaj ten swój zgrabny tyłeczek i się idź przebrać, bo w tej "piżamie" nigdzie nie pójdziesz.
- Ugh... - wydusiła i wstała od stołu, kierując swoje kroki do pokoju na piętrze
Otworzyła szafę. Bajzel. Bajzel. Wszędzie bajzel... Wyciągnęła szybko czarne legginsy, popielaty T-shirt z Guns N' Roses i szarą bluzę. Udała się do łazienki, na szybkie odświeżenie się. Weszła pod prysznic. Chłodne kropelki wody spływały po całym jej ciele. Lubiła zimne prysznice. Pobudzały do życia i dawały kopa. Wyszła, delikatnie usadawiając się na miękkim dywanie. Przebrała się i otworzyła drzwi. Pobiegła jeszcze szybko do pokoju, włożyła potrzebne rzeczy do torby, zarzuciła na siebie wiosenną kurtkę w kolorze khaki i razem z Ewą skierowały się do samochodu. Pierwszy cel - Górne Krupówki. Mimo zgiełku, choć i tak mniejszego o tej porze dnia, było tam przyjemnie i miło. Po obejściu kilku sklepów - zgłodniały. Ludzka rzecz. Weszły do jednej z wielu kawiarni - jednak ta była ich ulubioną.
- Więc opowiadaj! - zaczęła Ewa
- Ale o czym? - uśmiechnęła się Magda
- Udawaj, że nie wiesz. Najlepiej. Jak tam twój związek?
- Ale ja nie.... Maciek?
- A ja ci nie powiem! To w koncu chodzicie?
- No niby nie. - ściszyła ton - On jest moim przyjacielem, ale jakaś cząstka mnie, pała do niego większą sympatią.. Ale... Ja nie chcę tego psuć.
- Twój. Zawsze mówiłaś, że chcesz mieć własnego szczuro-psa, więc voila. - wtrącił Maniek
- Jejku... Wy to jesteście najlepsi. - ucałowała obydwóch w policzek - Może jakieś śniadanie, hm?
- Jak sobie księżniczka życzy. Ale najpierw babeczka.
- Chętnie.
*
Ni stąd, ni zowąd, w okolicach 11, pod domem Kotów zjawiła się Ewa. Blisko się z Magdą przyjaźniły. Wpadła ja burza do kuchni w której dziewczyna powolnie jadła płatki z mlekiem. Siedziała podparta ręką. Jej długie, brązowe włosy były w niezbyt artystycznym nieładzie.
- To jak? Gdzie jedziemy najpierw?
- Czekaj, czekaj, czekaj... O co tu chodzi?
- Porywam cię na miasto.
- W celu...?
- W celu porwania cię na miasto, bo tylko tu siedzisz i się nudzisz. No już! Ruszaj ten swój zgrabny tyłeczek i się idź przebrać, bo w tej "piżamie" nigdzie nie pójdziesz.
- Ugh... - wydusiła i wstała od stołu, kierując swoje kroki do pokoju na piętrze
Otworzyła szafę. Bajzel. Bajzel. Wszędzie bajzel... Wyciągnęła szybko czarne legginsy, popielaty T-shirt z Guns N' Roses i szarą bluzę. Udała się do łazienki, na szybkie odświeżenie się. Weszła pod prysznic. Chłodne kropelki wody spływały po całym jej ciele. Lubiła zimne prysznice. Pobudzały do życia i dawały kopa. Wyszła, delikatnie usadawiając się na miękkim dywanie. Przebrała się i otworzyła drzwi. Pobiegła jeszcze szybko do pokoju, włożyła potrzebne rzeczy do torby, zarzuciła na siebie wiosenną kurtkę w kolorze khaki i razem z Ewą skierowały się do samochodu. Pierwszy cel - Górne Krupówki. Mimo zgiełku, choć i tak mniejszego o tej porze dnia, było tam przyjemnie i miło. Po obejściu kilku sklepów - zgłodniały. Ludzka rzecz. Weszły do jednej z wielu kawiarni - jednak ta była ich ulubioną.
- Więc opowiadaj! - zaczęła Ewa
- Ale o czym? - uśmiechnęła się Magda
- Udawaj, że nie wiesz. Najlepiej. Jak tam twój związek?
- Ale ja nie.... Maciek?
- A ja ci nie powiem! To w koncu chodzicie?
- No niby nie. - ściszyła ton - On jest moim przyjacielem, ale jakaś cząstka mnie, pała do niego większą sympatią.. Ale... Ja nie chcę tego psuć.
--------------------------------------------------------
Od autorki: PRZEPRASZAM PRZEPRASZAM PRZEPRASZAM! <3 POSTARAM SIĘ WIĘCEJ NIE ZROBIĆ AŻ TAK DŁUGIEJ PRZERWY, WIĘC W RAMACH REKOMPENSATY DODAJE 2 W 1 (: TERAZ MAM TROCHĘ (DUŻO) WOLNEGO, ALE LATAM Z PRÓBY NA PRÓBĘ I TROCHĘ CZASU TO ZAJMUJĘ, ALE POSTARAM SIĘ NAPISAĆ COŚ NA NASTĘPNĄ SOBOTĘ. DO NAPISANIA!
BY THE WAY - WYŚWIETLENIA WCIĄŻ ROSNĄ, A LICZBA KOMENTARZY Z ROZDZIAŁU NA ROZDZIAŁ MALEJE :( CZO JEST? :(
WIĘC:
CZYTASZ? - SKOMENTUJ, TO BARDZO MOTYWUJE.
i jeszcze jedno (: - Zdrowych, wesołych świąt, spędzonych w gronie najbliższych, dużo radości, smacznego jajka i mokrego Dyngusa - a tego wam życzy Majka (aka Melody)
Od autorki: PRZEPRASZAM PRZEPRASZAM PRZEPRASZAM! <3 POSTARAM SIĘ WIĘCEJ NIE ZROBIĆ AŻ TAK DŁUGIEJ PRZERWY, WIĘC W RAMACH REKOMPENSATY DODAJE 2 W 1 (: TERAZ MAM TROCHĘ (DUŻO) WOLNEGO, ALE LATAM Z PRÓBY NA PRÓBĘ I TROCHĘ CZASU TO ZAJMUJĘ, ALE POSTARAM SIĘ NAPISAĆ COŚ NA NASTĘPNĄ SOBOTĘ. DO NAPISANIA!
BY THE WAY - WYŚWIETLENIA WCIĄŻ ROSNĄ, A LICZBA KOMENTARZY Z ROZDZIAŁU NA ROZDZIAŁ MALEJE :( CZO JEST? :(
WIĘC:
CZYTASZ? - SKOMENTUJ, TO BARDZO MOTYWUJE.
i jeszcze jedno (: - Zdrowych, wesołych świąt, spędzonych w gronie najbliższych, dużo radości, smacznego jajka i mokrego Dyngusa - a tego wam życzy Majka (aka Melody)
ciekawie ;D ale krótko ;/
OdpowiedzUsuńWesołychś Świąt ;*
Pozdrawiam ;))
Pisz szybciej bo chce wiedzieć co dalej <3
OdpowiedzUsuńSuuper :D <3
OdpowiedzUsuń