czwartek, 27 lutego 2014

one.

     Godzina 9.30, a ja już na lotnisku? Dla mnie to bardzo dziwne, bo zazwyczaj o tej porze jeszcze śpię!
Usadowiłam się na wolnej ławce w terminalu. Nie minęło pięć minut i zostałam obskoczona przez grupę skoczków naszej polskiej reprezentacji, którzy postanowili się ze mną przywitać. Wszyscy na raz? Więcej was matka nie miała? Krzyczeli jeden przez drugiego. Dlaczego nie mogą mówić o ton ciszej? N I E N A W I D Z Ę hałasu. Popatrzyłam błagalnym wzrokiem na Maćka, by ich stąd wziął, bo nie wytrzymam. Posłusznie odciągnął chłopaków, proponując wycieczkę na kawę. Boże, dziękuję, że mój brat ma dar przekonywania. Po prostu go kocham. Niby czasem się sprzeczamy, kłócimy o różne drobnostki, ale tak na prawdę jesteśmy bardzo ze sobą zżyci i nie przeżylibyśmy bez siebie bardzo długo. Można mu powiedzieć wszystko, a on jak najlepsza przyjaciółka wesprze, pocieszy, doradzi... Takiego to szukać ze świecą.

     Spojrzałam na drugi koniec ławki, bo zauważyłam, że ktoś się przysiadł. Kątem oka spojrzałam na tajemniczego towarzysza. Bardzo jasne, blond włosy, niebieskie tęczówki... No nie może być! Sam Mustaf we własnej osobie. Przyglądał mi się bardzo uważnie.

 - Wydaje mi się, że skądś cię znam... - zaczął

 - I dobrze ci się wydaje. Jestem siostrą Maćka.

 - Ta słynna mała, wredna Madziulka?

 - Masz mnie tak nie nazywać! Tylko on ma do tego prawo.

 - Sorki.

 - Nie przepraszaj. A teraz pozwól, że się oddalę, szukać brata i reszty ciołków. - powiedziałam i ruszyłam w stronę lotniskowej kawiarni

Idąc przeklinałam w myśli, że samolot spóźnia się już 30 minut. Ileż można czekać? Po chwili dostrzegłam grupę młodych chłopaków w kolorowych czapkach, oklejonych logami sponsorów. Nareszcie ich znalazłam! Z oddali można było usłyszeć ich śmiechy. Już zmierzałam w ich stronę, gdy zostałam przez kogoś zatrzymana.

 - Hej, hej, hej! Zaczekaj! Magda, prawda? - spytał mężczyzna, a ja kiwnęłam twierdząco głową - Mam dla ciebie super pilne zadanie. Znajdź szybko chłopaków i przekaż, że za 10 minut lecimy.

 - Dobrze, panie...

 - Sobczyk. Ale mów mi Grzegorz.

 - W takim razie dobrze panie Zbyszku. - uśmiechnęłam się szeroko i potruchtałam w kierunku rozbawionych skoczków

 - 10 minut! - krzyknęłam, by do nich dotarło

 - No to na co czekamy? Biegiem, raz raz! - rzucił Maniek łapiąc mnie za rękę

Zaczął się prawdziwy wyścig mistrzów. Ledwo za nimi nadążałam. Mają świetną kondycję!


*


     Zajęłam pierwsze lepsze wolne miejsce. To nie pierwsza moja wycieczka samolotem, ale nie zmienia to faktu, że nadal się tego panicznie boję. Otworzyłam podręczną torebkę w poszukiwaniu mojej książki. Po chwili wyjęłam ją wraz z odtwarzaczem MP3 i ukochanymi słuchawkami. Założyłam je na uszy i z małych głośniczków popłynęły przyjemne dla mojego ucha dźwięki. <klik> Uwielbiam Ed'a! Otworzyłam książkę na rozdziale 10 i wciągnęłam się w magię czytania.

"— Nie! — ryczę i rzucam się na Finnicka, który niewątpliwie chce mieć pewność, że Peeta umarł, że już nie ma nadziei na jego ożywienie. Finnick unosi rękę i wymierza mi cios w pierś, tak mocno, że siła ciosu posyła mnie na pobliski pień drzewa. Na moment ból mnie oszałamia, usiłuję złapać oddech i widzę, jak Finnick znowu zatyka Peecie nos. Nie ruszając się z miejsca, wyciągam strzałę, wsuwam cięciwę w rowek i już mam wystrzelić, kiedy powstrzymuje mnie widok Finnicka całującego Peetę. To zachowanie jest tak dziwaczne, nawet jak na Finnicka, że ręka mi nieruchomieje. Nie, to nie pocałunek. Zatkał Peecie nos, ale rozwarł mu usta i teraz wdmuchuje powietrze do jego płuc. Widzę to, naprawdę widzę, jak klatka piersiowa Peety unosi się i opada. Finnick rozpina górę kombinezonu Peety i nasadą obu dłoni zaczyna uciskać rytmicznie miejsce nad sercem. Teraz, kiedy szok minął, domyślam się, co próbuje zrobić.

Mama robiła coś podobnego, ale bardzo rzadko, wręcz od wielkiego dzwonu. Jeżeli komuś z Dwunastego Dystryktu szwankuje serce, raczej mało prawdopodobne, że rodzina zdąży go dostarczyć do mojej mamy na czas, dlatego jej pacjentami są zwykle poparzeni, ranni albo chorzy I umierający z głodu, rzecz jasna. 
Świat Finnicka jest inny. Cokolwiek teraz robi, z pewnością robił to już wcześniej, poznaję to po ustalonym rytmie oraz metodzie pracy. Powoli opuszczam łuk, przysuwam się, żeby lepiej widzied, i desperacko wypatruję oznak powodzenia. W cierpieniu liczę minuty, moja nadzieja stopniowo gaśnie, a gdy dochodzę do wniosku, że jest już za późno, że Peeta już odszedł nieodwracalnie, nagle cicho kaszle, a Finnick się prostuje."

Poczułam, że ktoś szturcha mnie delikatnie w ramię. Podniosłam wzrok i spojrzałam na siedzącego obok mnie Miętusa. Uniósł ręce, w geście niewinności. Zdjęłam na chwilę słuchawki.

- Który to?

- Dawid. Chciał czegoś od ciebie.

- Niech się wypcha pierogami! Ja tu czytam książkę i nikt nie będzie mi bezczelnie przerywał! - oznajmiłam i powróciłam do uprzednio wykonywanej czynności



*****************************************

Dzień dobry (a raczej dobry wieczór), cześć i czołem! Jak się podoba, podawajcie dalej, polecajcie czy cokolwiek :)

Zapraszam na swojego ask'a : http://ask.fm/xbooyahx

sobota, 22 lutego 2014

prologue.

Siedziałam zamknięta w pokoju, bezskutecznie próbując rozwiązać krzyżówkę. Strój sędziego? Nie mam kompletnie pojęcia! Właściwie, po co ja to robię? To bezsensowne. Rzuciłam zeszytem o ścianę i upiłam łyk zimnej już herbaty. Usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Czego znów ode mnie chcą? Odruchowo wydobyłam z siebie ciche 'Proszę' i w drzwiach stanęła moja mama.

 - Dziamuś, obiadek czeka. Zjesz z nami? - spytała ciepłym tonem

 - Już idę. - odpowiedziałam wstając z łóżka i rozprostowując kości

Zeszłam z nią powoli na dół, gdzie tata nakrywał już do stołu. Nagle poczułam czyjeś ręce łapiące mnie w pasie. Zostałam przerzucona przez ramię. Kim był mój oprawca? Oczywiste, że to on.

 - Maciek, to nie jest zabawne! Masz mnie natychmiast postawić na ziemi oszołomie! - krzyknęłam, bijąc bruneta pięściami w plecy. W końcu moje prośby zostały wysłuchane i stanęłam o własnych siłach na podłodze.

 - Też się cieszę, że cię widzę kochana siostrzyczko.

 - Nie słodź mi tak, bo cukrzycy jeszcze dostanę. Pan obrażalski został w Krakowie?

 - Taa. Mówił coś o spotkaniu z dziewczyną, ale dokładnie nie pamiętam.

 - I dobrze, że został. - palnęłam, za co zostałam skarcona wzrokiem przez mamę

 - Oj Magda, Magda... - westchnął tata - Mamy dla ciebie małą niespodziankę. Mianowicie pojedziesz ze swoim bratem do Skandynawii.

 - Że co, proszę? - spytaliśmy w tym samym momencie

 - Mówiłaś, że nudzisz się sama w domu, a przecież lubisz oglądać skoki. Na żywo jest jeszcze większa frajda. W papierkach jesteś zapisana jako młodszy asystent trenera.

 - O jezuu... Tyle czasu z Maciejką i jego psychicznymi kumplami? Trzy razy nie, dziękujemy.

 - Nie masz wyboru. I nie dramatyzuj, go wiem, że dasz radę. - rodzicielka poklepała mnie po plecach

Grr.. Więcej im już nic nie powiem! Dokończyłam jedzenie sałatki i odniosłam talerz do zmywarki. Zaraz po tym pobiegłam do pokoju spakować manatki. Zapowiada się zwariowany miesiąc...




**********************************


Krótko, ale na temat. :) Mam nadzieję, że ktoś będzie czytał moje marne wypociny. Enjoy x