Miłej majówki! xx
środa, 30 kwietnia 2014
ZAWIESZAM.
Misie moje najkochańsze! (: Ostatnio mam nawał zajęć. Stwierdziłam, że bez sensu jest chyba dalsze funkcjonowanie tego bloga, skoro nie mam czasu, ani ostatnio pomysłu na kolejne rozdziały. Przepraszam, naprawdę przepraszam, ale nie wpłynę na to co się teraz u mnie dzieje. Postanowiłam więc, że zawieszę lub całkowicie usunę bloga - decyzja należy do was.
sobota, 19 kwietnia 2014
nine. and ten.
Rozdział 9
- Jedzie, jedzie, jedzie.. Hop! Leć Klimek, leć! - krzyknęła zaciskając kciuki - Dobrze, daleko!
Spędzała zawody na trybunach z Jankiem, Kacprem i Krzyśkiem. Dostali kolorowe, puchowe czapki od Ewy, by ich Team Poland się wyróżniał. I tak zdecydowanie było. Po zakończonej serii finałowej, mieli zrobić wspólnego ognisko-grilla, nad którym właśnie czuwali Klimowski i Ave. Jeszcze tylko ostatnia dziesiątka zawodników pozostała do końca.
- Kamil poleci daleko, mówię wam.
- Phi, wróżbita Kacper?
- Być może.
Dziewczyna zaśmiała się kręcąc głową z dezaprobatą.
*
Po oddanym świetnym skoku i odebraniu trofea rozradowany Kamil rzucił się w ramiona Ewy. Złożył na jej ustach czuły pocałunek i wyszeptał na ucho 'Kocham cię'. Widokiem pary rozczuliła Kotówna, która od dłuższego czasu przyglądała się im, robiąc zdjęcia.
- Niczym ninja. - skomentował stojący za nią Sobczyk, a dziewczyna podskoczyła
- Przestraszył mnie pan!
- O to mi chodziło. - uśmiechnął się
- Jest pan okropny. - przewróciła oczami i podeszła bliżej Stochów
- Uśmiech proszę!
- Madziunia, nie zgubiłaś czasem kogoś? - spytał Kamil
- Nie sądzę...? - uniosła lekko lewą brew
- To gdzie masz Titusa?
- A ta informacja mi do życia potrzebna?
- Teoretycznie nie...
- Praktycznie też.
- Dobra, dobra. Powiedz reszcie, że zaraz dołączymy.
- Ok, nie wnikam co się będzie działo przez ten czas. Bądźcie grzeczni. - rzuciła i odeszła w stronę stanowiska Polski
Już przy domku Słowenii słyszała ich śmiechy i kłótnie. Czy oni kiedyś zmądrzeją? Nie sądzę. Kiwnęła głową do swoich niemieckich znajomych, którzy energicznie do niej machali. Uśmiechnęła się sama do siebie, gdy podbiegł do niej Andreas.
- Może wpadniesz do nas?
- Widzę, że gruba impreza. To tak na chwilkę.
Chłopak objął ją ramieniem. Nie opierała się. Na przeciw wyszedł im Marinus. Ten to zawsze taki uśmiechnięty... Przybili sobie piątkę, po czym pociągnął ją za rękaw w stronę ławki stojącej przed zabudową. Po kolej zaczął przedstawiać jej swoich kadrowych przyjaciół.
- Ty jesteś żoną któregoś z tych Kotów z Polski? - spytał Wank marszcząc brwi
- Chroń panie boże! W życiu nawet bym nie chciała.
- To dlaczego macie takie samo nazwisko?
- Rodzeństwo.
- Twoi bracia są spoko. - wtrącił Severin
- Noo... Do zniesienia powiedzmy. - zaśmiała się, a telefon w jej kieszeni zawibrował - Pozwólcie, że was opuszczę, ale postaram się wrócić..
Skinęła ręką na pożegnanie i odeszła dalej. Bez zbędnych przeszkód dotarła pod polski domek. Od razu rzuciła się w ramiona brata.
- Świetny skok Maniuś!
- A dzięki dzięki. Robiłaś zdjęcia, prawda?
- Wyszedłem korzystnie? - spytał Żyła opierając łokieć na ramieniu Kota
- No ba. Poczekajcie tu chwilkę, ok? - rzuciła i podeszła do siedzącego na krześle Klimka
- Co cię gryzie?
- Aga, miała wypadek. - wyszeptał kryjąc twarz w dłoniach
- Chodź się przytul. - otwarła szeroko ramiona - Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz.
- Chciałbym w to wierzyć... Boje się o nią. Tak cholernie się o nią boję. - położył głowę na jej ramieniu, a po jego policzkach spływały pojedyncze łzy
- Nie martw się. Jutro rano będziesz już przy niej.
Rozdział 10
Po powrocie z Planicy, Dziama zaszyła się w rodzinnym domu w Zakopanem. Całe dni potrafiła przesiedzieć na kanapie, w piżamie, przeglądając kolejne kanały w TV. Znajomi w szkole, bądź na zajęciach na studiach... Czasem zaczynała żałować, że zrobiła sobie rok "przerwy". Najzwyczaniej w świecie się nudziła. Tak samo zapowiadał się 1 kwietnia. Niby taki zwykły dzień, ale jednak był wyjątkowy. Dzień jej 20 urodzin. Kuba w dzieciństwie, podczas kłótni dogryzał jej, 'że ona jest jednym, wielkim Prima Aprilisowym żartem'. Coś w tym było. Często nad tym myślała. Moje życie to jeden, wielki żart... Oczywiście, dzień ten obowiązkowo musiała spędzić sama. Tata w pracy, mama wyjechała na kilka dni do Limanowej.. A reszta? Kraków i Katowice. Tyle w temacie. Było jej przykro, bo chciała spędzić ten dzień z przyjaciółmi i rodziną. Jednak chcieć, to niekoniecznie móc. Zawsze trzeba o tym pamiętać. Około godziny 10.30 delikatnie uchyliła powieki. Wybudziła się z pięknego snu o... księciu z bajki, gdyż poczuła, że coś liże ją po czole. Obróciła głowę w lewo i ujżała białego szczeniaka, rasy maltańczyk, za którym stali jej bracia z babeczką w której umieszczona została świeczka. Przetarła oczy, by sprawdzić czy to jawa czy nadal śni. Wszystko okazało się prawdziwe. Maciek zaśmiał się cicho, za co dostał kuksańca w bok od Jakuba.
- Spełnienia marzeń maluchu! - wykrzyknął po chwili, wyciągając rękę z babeczką do przodu - Pomyśl życzenie i dmuchnij.
Dziewczyna podniosła się do pionu i lekko dmuchnęła, szeroko się uśmiechając.
- O jejku.. Dziękuje wam bardzo. A ten pies to czyj...?
- Twój. Zawsze mówiłaś, że chcesz mieć własnego szczuro-psa, więc voila. - wtrącił Maniek
- Jejku... Wy to jesteście najlepsi. - ucałowała obydwóch w policzek - Może jakieś śniadanie, hm?
- Jak sobie księżniczka życzy. Ale najpierw babeczka.
- Chętnie.
*
Ni stąd, ni zowąd, w okolicach 11, pod domem Kotów zjawiła się Ewa. Blisko się z Magdą przyjaźniły. Wpadła ja burza do kuchni w której dziewczyna powolnie jadła płatki z mlekiem. Siedziała podparta ręką. Jej długie, brązowe włosy były w niezbyt artystycznym nieładzie.
- To jak? Gdzie jedziemy najpierw?
- Czekaj, czekaj, czekaj... O co tu chodzi?
- Porywam cię na miasto.
- W celu...?
- W celu porwania cię na miasto, bo tylko tu siedzisz i się nudzisz. No już! Ruszaj ten swój zgrabny tyłeczek i się idź przebrać, bo w tej "piżamie" nigdzie nie pójdziesz.
- Ugh... - wydusiła i wstała od stołu, kierując swoje kroki do pokoju na piętrze
Otworzyła szafę. Bajzel. Bajzel. Wszędzie bajzel... Wyciągnęła szybko czarne legginsy, popielaty T-shirt z Guns N' Roses i szarą bluzę. Udała się do łazienki, na szybkie odświeżenie się. Weszła pod prysznic. Chłodne kropelki wody spływały po całym jej ciele. Lubiła zimne prysznice. Pobudzały do życia i dawały kopa. Wyszła, delikatnie usadawiając się na miękkim dywanie. Przebrała się i otworzyła drzwi. Pobiegła jeszcze szybko do pokoju, włożyła potrzebne rzeczy do torby, zarzuciła na siebie wiosenną kurtkę w kolorze khaki i razem z Ewą skierowały się do samochodu. Pierwszy cel - Górne Krupówki. Mimo zgiełku, choć i tak mniejszego o tej porze dnia, było tam przyjemnie i miło. Po obejściu kilku sklepów - zgłodniały. Ludzka rzecz. Weszły do jednej z wielu kawiarni - jednak ta była ich ulubioną.
- Więc opowiadaj! - zaczęła Ewa
- Ale o czym? - uśmiechnęła się Magda
- Udawaj, że nie wiesz. Najlepiej. Jak tam twój związek?
- Ale ja nie.... Maciek?
- A ja ci nie powiem! To w koncu chodzicie?
- No niby nie. - ściszyła ton - On jest moim przyjacielem, ale jakaś cząstka mnie, pała do niego większą sympatią.. Ale... Ja nie chcę tego psuć.
- Twój. Zawsze mówiłaś, że chcesz mieć własnego szczuro-psa, więc voila. - wtrącił Maniek
- Jejku... Wy to jesteście najlepsi. - ucałowała obydwóch w policzek - Może jakieś śniadanie, hm?
- Jak sobie księżniczka życzy. Ale najpierw babeczka.
- Chętnie.
*
Ni stąd, ni zowąd, w okolicach 11, pod domem Kotów zjawiła się Ewa. Blisko się z Magdą przyjaźniły. Wpadła ja burza do kuchni w której dziewczyna powolnie jadła płatki z mlekiem. Siedziała podparta ręką. Jej długie, brązowe włosy były w niezbyt artystycznym nieładzie.
- To jak? Gdzie jedziemy najpierw?
- Czekaj, czekaj, czekaj... O co tu chodzi?
- Porywam cię na miasto.
- W celu...?
- W celu porwania cię na miasto, bo tylko tu siedzisz i się nudzisz. No już! Ruszaj ten swój zgrabny tyłeczek i się idź przebrać, bo w tej "piżamie" nigdzie nie pójdziesz.
- Ugh... - wydusiła i wstała od stołu, kierując swoje kroki do pokoju na piętrze
Otworzyła szafę. Bajzel. Bajzel. Wszędzie bajzel... Wyciągnęła szybko czarne legginsy, popielaty T-shirt z Guns N' Roses i szarą bluzę. Udała się do łazienki, na szybkie odświeżenie się. Weszła pod prysznic. Chłodne kropelki wody spływały po całym jej ciele. Lubiła zimne prysznice. Pobudzały do życia i dawały kopa. Wyszła, delikatnie usadawiając się na miękkim dywanie. Przebrała się i otworzyła drzwi. Pobiegła jeszcze szybko do pokoju, włożyła potrzebne rzeczy do torby, zarzuciła na siebie wiosenną kurtkę w kolorze khaki i razem z Ewą skierowały się do samochodu. Pierwszy cel - Górne Krupówki. Mimo zgiełku, choć i tak mniejszego o tej porze dnia, było tam przyjemnie i miło. Po obejściu kilku sklepów - zgłodniały. Ludzka rzecz. Weszły do jednej z wielu kawiarni - jednak ta była ich ulubioną.
- Więc opowiadaj! - zaczęła Ewa
- Ale o czym? - uśmiechnęła się Magda
- Udawaj, że nie wiesz. Najlepiej. Jak tam twój związek?
- Ale ja nie.... Maciek?
- A ja ci nie powiem! To w koncu chodzicie?
- No niby nie. - ściszyła ton - On jest moim przyjacielem, ale jakaś cząstka mnie, pała do niego większą sympatią.. Ale... Ja nie chcę tego psuć.
--------------------------------------------------------
Od autorki: PRZEPRASZAM PRZEPRASZAM PRZEPRASZAM! <3 POSTARAM SIĘ WIĘCEJ NIE ZROBIĆ AŻ TAK DŁUGIEJ PRZERWY, WIĘC W RAMACH REKOMPENSATY DODAJE 2 W 1 (: TERAZ MAM TROCHĘ (DUŻO) WOLNEGO, ALE LATAM Z PRÓBY NA PRÓBĘ I TROCHĘ CZASU TO ZAJMUJĘ, ALE POSTARAM SIĘ NAPISAĆ COŚ NA NASTĘPNĄ SOBOTĘ. DO NAPISANIA!
BY THE WAY - WYŚWIETLENIA WCIĄŻ ROSNĄ, A LICZBA KOMENTARZY Z ROZDZIAŁU NA ROZDZIAŁ MALEJE :( CZO JEST? :(
WIĘC:
CZYTASZ? - SKOMENTUJ, TO BARDZO MOTYWUJE.
i jeszcze jedno (: - Zdrowych, wesołych świąt, spędzonych w gronie najbliższych, dużo radości, smacznego jajka i mokrego Dyngusa - a tego wam życzy Majka (aka Melody)
Od autorki: PRZEPRASZAM PRZEPRASZAM PRZEPRASZAM! <3 POSTARAM SIĘ WIĘCEJ NIE ZROBIĆ AŻ TAK DŁUGIEJ PRZERWY, WIĘC W RAMACH REKOMPENSATY DODAJE 2 W 1 (: TERAZ MAM TROCHĘ (DUŻO) WOLNEGO, ALE LATAM Z PRÓBY NA PRÓBĘ I TROCHĘ CZASU TO ZAJMUJĘ, ALE POSTARAM SIĘ NAPISAĆ COŚ NA NASTĘPNĄ SOBOTĘ. DO NAPISANIA!
BY THE WAY - WYŚWIETLENIA WCIĄŻ ROSNĄ, A LICZBA KOMENTARZY Z ROZDZIAŁU NA ROZDZIAŁ MALEJE :( CZO JEST? :(
WIĘC:
CZYTASZ? - SKOMENTUJ, TO BARDZO MOTYWUJE.
i jeszcze jedno (: - Zdrowych, wesołych świąt, spędzonych w gronie najbliższych, dużo radości, smacznego jajka i mokrego Dyngusa - a tego wam życzy Majka (aka Melody)
piątek, 4 kwietnia 2014
eight.
Planica przywitała Magdę w ciepły sposób. Rano, przed treningami, urządziła skoczkom pobudkę. Ba! Pobudkę na miarę mistrzów. W swój niecny plan wtajemniczyła tylko Ewę i Marcelinę, bo reszta smacznie spała. Uchyliły delikatnie drzwi do pokoju Klimka, Maćka, Krzyśka i Dzióbackiego. Porozumiewawczo spojrzały na siebie.
- 3.. 2..1.. JUŻ! - gdy skończyło się odliczanie, w pomieszczeniu wylądowała trąbka alarmowa oklejona taśmą izolacyjną, by wybrzmiał głośny dźwięk
Dziewczyny szybko skryły się w pokoju Stochów. Zaspany Kamil spojrzał na nie pytająco. Odpowiedzią ze strony damskiej części było milczenie.
- Później się dowiesz. - rzuciła Magda i wyjrzała na korytarz
Pusto. Pewnie zeszli już na dół. Dziewczyny dokończyły pobudkę, tym razem w pokojowym stylu i podążyły na śniadanie.
Na sali stał długi stół, zastawiony jedzeniem. Kot zajęła miejsce między Krzyśkiem i Maćkiem.
- Mała, szatańska kocica... - wyszeptał Klemens
- Dziękuje. - uśmiechnęła się, unosząc dumnie głowę
- To był twój pomysł? - spytał Maniek
- Prawa autorskie zastrzeżone też dla mnie i Ewy! - wtrąciła Marcysia
- Odegramy się.
- Powodzenia. Mam ochotę na basen....
- Generalnie, mogę iść z tobą. - dodał Miętus
- Łapa w górę kto idzie z nami!
Ręce unieśli Klimek, Kamil i Ewa.
- Okej, za pół godziny przy wyjściu. - zarządziła, dokończyła jedzenie i pobiegła przygotować rzeczy
Wybrała swój ulubiony dwuczęściowy strój kąpielowy, z wzorem w hawajskie kwiatki. Usiadła wygodnie na łóżku. Opadła głową na dużą poduszkę. Rozejrzała się po pokoju. Ściany w kolorze écru, drewniane meble, podłoga wyłożona panelami... A na panelach co? Jej czarna torba, z której wypadło kilka bluzek i miś. Uśmiechnęła się sama do siebie. Podniosła maskotkę, przyglądając jej się uważnie. Dobrze wiedziała od kogo była. To słodkie... Do jej drzwi ktoś zapukał, a klamka się poruszyła. Dziewczyna szybko podniosła się do pozycji siedzącej i wrzuciła misia do torby.
- Spokojnie, to tylko ja. - powiedziała rozbawiona Ewa - Co tam tak chowasz?
- Nic
Kobieta uchyliła jej torbę.
- 'Niee, nie zależy mi!' 'Wcale go nie lubię aż tak.' - zacytowała
- Bo tak jest.
- Mhm, wmawiaj sobie. - blondynka szeroko się uśmiechnęła
- Dobra, koniec tematu, okej?
- Niech będzie. Ale ja kiedyś jeszcze zatańczę na waszym weselu, zobaczysz.
Magda pokręciła głową z uśmieszkiem. Znała Krzyśka parę dobrych lat i dobrze wiedziała, że dziewczyny takie jak ona nie były w jego typie. A może zmienił zdanie...? Żyła wieloma nadziejami. Ale nigdy nie potrafiła przyznać przed kimś, że bardzo lubi Miętusa. Przytulali się, całowali w policzek - taki układ dziewczynie pasował. Choć gdzieś w głębi duszy chciała być całowana nie tylko w policzek.
*
Zabawa trwała w najlepsze. Chlusnął ją wodą. Tak mocno. Dziewczyna aż przetarła piekące oczy.
- Opanuj się, dobrze? - warknęła
- Przepraszam, nie chciałem tak bardzo. - zasmucił się
A ona? Wykorzystując chwilę jego nieuwagi, ochlapała go z całej siły.
- Ty mała wredna kocico! - oddał jej
Mała walka się zaczęła. Po chwili do gry włączył się Klimek. Ni stąd, ni z owąd obok nich pojawił się ratownik. Zaczął paplać coś po słoweńsku.
- Ale że co? - spytała Magda - Do you speak english? I don't understand you.
Mężczyzna tylko pokręcił głową i zmarszczył brwi. Dziewczyna przewróciła teatralnie oczami, cicho wzdychając. Dyplomata się znalazł...
*
Leżała spokojnie na łóżku, czytając, a raczej pochłaniając kolejną część 'Pretty Little Liars'. Do pokoju wpadł jak gdyby nigdy nic Krzysiek.
- Puka się, kotenieńku.. - szepnęła nie unosząc wzroku znad książki
Chłopak stał, zapatrzony nią jak w święty obrazek. Miała na sobie tylko czarne, koronkowe majtki i przydługą Maćkową bluzkę. Wydawała się być taka filigramowa i delikatna. Taka... idealna. Chciał ją przytulić - tak bardzo, a za razem tak lekko, by nie zrobić jej krzywdy. Ale to tylko uczucia. Jego głupie uczucia, które zawsze mieszały w jego życiu. Aż zbytnio.
Dziewczyna podniosła głowę.
- O, to ty. - uśmiechnęła się - Siadaj, jak chcesz. Co cię do mnie sprowadza?
- Bo trener mnie wysłał, żebym się ciebie spytał czy jutro masz ochotę zrobić zdjęcia dla PZN-u?
- Mam ochotę. Coś jeszcze?
- Chcesz się przejść? Pospacerować, może pobiegać?
- Chętnie. - zaczerwieniła się - Będę u was w pokoju za 10 minut.
- To świetnie. Cześć. - rzucił i wyszedł
Cieszyło ją, że w pewnym sensie byli umówieni. Pobiegać, ale umówieni. To też jest taki typ umówienia, prawda?
Sięgnęła po torbę, z której wyciągnęła czarne dresy i fioletową bluzę. Na nogi włożyła swoje Nike Free i wyszła z apartamentu. Zapukała szybko do 203-ki. Została w progu powitana, a raczej pożegnana przez wychodzącego z pokoju zdenerwowanego Klimka. Spojrzała pytająco na zgromadzonych.
- A temu co?
- Dostał jakąś wiadomość i się wkurzył.
- Widzę, że z was nic nie wyduszę... No nic. Krzysiek, idziesz?
- Idę, Idę. - potwierdził, szeroko się uśmiechając
Wymaszerowali powolnie z hotelu. Planica nocą wyglądała pięknie. Jasne światła z latarni padały na drogę i chodnik. Można było zaciągnąć się świeżym, górskim powietrzem. To dawało takiego kopa, chęć do życia. Spacerowali w milczeniu. Było słychać tylko ich równe wdechy i wydechy. Nic po za tym.
- Ale tu magicznie... - rozmarzyła się Magda
- Zgadzam się. Popatrz na gwiazdy. - wskazał palcem - Tu jest mały wóz, a tam wielki...
- O! Patrz! Spadającą gwiazda! - krzyknęła zamykając oczy i zaciskając kciuki
- O czym pomyślałaś?
- Nie powiem, bo się nie spełni. - cmoknęła go w polik
- Dobrze. To ja też pomyślę i ci nie powiem. Ha!
********************************************
Trzeba coś namieszać, bo coś mi tu zbyt różowo.... Co wy na to?
Trzeba coś namieszać, bo coś mi tu zbyt różowo.... Co wy na to?
sobota, 29 marca 2014
six. and seven.
- Magda, list do ciebie! - zawołała mama z dołu
- Już idę. - zeszła powolnie na dół, wlokąc gips za sobą
- Nie żebym czytała czy coś, ale ten Krzysiu musi cię na prawdę lubić.
Dziewczyna odruchowo się zaczerwieniła na twarzy. Ciekawe, co znów wykombinował... Aha! Niejakie zaproszenie do kina od Titusa znalazło się w kopercie wrzuconej w skrzynkę pocztową przy domu państwa Kotów. Matoł. Zachowywał się jak dziecko, ale na prawdę wiedział jak poprawić komuś humor.
- Ah, te dzieci... Tak szybko dorastają. Niedługo mi wylecicie wszyscy troje z gniazdka, i co ja zrobię? - westchnęła kobieta
- Mamo, mówiłam. Jesteśmy z Krzyśkiem tylko dobrymi przyjaciółmi. Nic więcej w planach.
- Chyba raczej inaczej. Coś a' la nasz Maciuś i Karolinka! Widzisz jak długo zwlekali żeby się przyznać?
- Oj mamo, mamo... - pokręciła głową i pokuśtykała do pokoju
*
Punktualnie o godzinie 14, pod jej domem zjawił się samochód Miętusa. Dziewczyna nie wiedziała co z sobą zrobić. Coś od środka ją roznosiło, podjudzało do ekscytacji. Trzęsącymi się więc rękoma, otworzyła drzwi. Stanął w nich Krzysiek, przepuszczając dziewczynę i zamykając za nią dom. Zobaczył jeszcze uśmiechniętą panią Kot, patrzącą na to wszystko zza firanki. Nie żeby coś, ale jej mama nie potrafi się chować. Gdy wsiedli do pojazdu, jak zwykle - niezręczna cisza opanowała tą dwójkę.
- Jedziesz do Planicy? - odezwała się nieśmiało Magda
- Jadę.
- Mhm.
Mniej więcej tak brzmiało większość ich rozmów na różnorodne tematy. Wkrótce jednak dojechali do celu - niewielkiego kina na Krupówkach. Zdecydowali jednogłośnie, że pójdą na "Kamienie na szaniec". Świetny film! Gdy weszli na salę, brunetka delikatnie oparła głowę o ramię przyjaciela, jednak podniosła ją szybko.
- Przepraszam. - jęknęła
- Nie masz za co. - uśmiechnął się słodko - Przecież możesz się oprzeć.
Dziewczyna powróciła do czynności, skupiając uwagę na filmie. Chłopak pozostał wpatrzony w nią.
*
Postanowili przespacerować się pod skocznię. Tak o. Trening akurat miała młodsza reprezentacja, więc Krzysiek wiedział z czym to się wiąże. Barwne komentarze ze strony Grześka. Żeby tylko Grześka. W kwestii dogadywania bratu o i robieniu siary przy dziewczynach, on był mistrzem. Magda również znała możliwości najmłodszego Miętusa. W końcu chodziła z nim do klasy. Trzymali sztamę.
Podchodząc pod obiekt, powitał ich przyjaźnie uśmiechnięty ochroniarz. Titus przybił mu piątkę i weszli.
- Kogo to moje oczy widzą! - krzyknął Kusy - Wy ten teges razem ten..? - spytał zmieszany
- Nie, nie! Co ty! Skądże! Z nim/nią? - wzbraniali się, jedno przez drugie
- Powiedzmy, że rozumiem... Co ci się stało mała?
- Trening, siatka i te sprawy. No wiesz... - zaczęła, ale nie skończyła, bo z dalsza dostrzegła przewracającego oczami Zniszczoła
- Przyszłaś zgrywać ofiarę?
Jeden, głupi człowiek, a potrafi doprowadzić do szewskiej pasji
- Ciebie też miło widzieć Oluś. - powiedziała sarkastycznie
- Widzę, że kolejnego sobie owinęłaś wokół palca.
- Krzysiek to mój przyjaciel.
- No to się wkopałeś stary... Gorszej 'koleżaneczki' znaleźć nie mogłeś.
- Daj jej spokój! - odezwał się Miętus
- Masz 3 sekundy na ucieczkę......... - wtrąciła Magda, spokojnym tonem
- Już się boję. Z kulami mnie będziesz gonić? Hahaha!
- Masz rację. Nie będę marnować siły na wrednego, rozpieszczonego chłopczyka któremu coś zawsze nie pasuje. - pokazała mu język i odeszła w stronę roześmianego Grześka
- Kocica? Uuuuuuu! Krzysiu! Masz gust! - zaśmiał się, a Magda zarumieniła się
- Kolejnemu tego nie będę tłumaczyć. - wzbronił się Titus
---------------------------------------------------------------------------------------------------
- Krzysiek wyłącz to, bo cię wysadzę. - wycedziła przez zęby Magda
- Dobra, już...
Przyszła kolej na jej jazdę, więc wolała mieć spokój i dobrze skoncentrować się na jezdni. Pierwsza jazda od zdjęcia gipsu. Gdy wjechała ostrzej w zakręt, chłopak wlepił w nią swe niebieskie ślepia.
- Czy ty chcesz nas zabić? - wskazał na siebie i pochrapującego obok Mańka - Trochę delikatniej. Polecam jechać na biegu 3.
Dziewczyna pozostawała spokojna. Do czasu.
- Zmień bieg. Nie na ten! Na tamten! - ożywił Maciek
Nie wytrzymała. Zatrzymała pojazd, odpięła pas i wysiadła z pojazdu. Odeszła kawałek, usiadła na poboczu i podkuliła nogi do twarzy.
- Jedźcie sobie sami panowie znawcy! - krzyknęła, gdy podszedł do niej brat
- Ale Madzia... Więcej się nie odezwiemy, obiecuję. Krzysiek też. Prawda stary? - popatrzył na Miętusa, który kiwnął głową
- Ja już nie prowadzę. Z wami, nigdy więcej - wstała otrzepując się z piachu
Wsiadła ponownie, tym razem na tyle, wbijając się w fotel. Odchyliła głowę w tył i westchnęła głośno. Za kierownicą posadzono Macieja, a obok niego usiadł Titus. Dziewczyna rozłożyła się wygodnie na potrójnym siedzeniu i założyła na uszy słuchawki. Odpłynęła w krainę Morfeusza.
- Chyba nie powinniśmy jej dawać prowadzić - stwierdził Maciek
- Zdecydowanie. I tak teraz nie będzie już chciała. Trochę mi jej szkoda, ale tak będzie bezpieczniej.
- O wiele.
*
Podczas oddawania skoków treningowych przez reprezentacji Polski, Magda, po długich namowach Kruczka pojawiła się na gnieździe trenerskim. Mimo lęku wysokości postanowiła robić zdjęcia. Mgła, deszcz i podmuchy wiatru - warunki "idealne". Trochę się bała, lecz wiedziała, że chłopaki dadzą radę. Po skoku brata, postanowiła zejść na dół. Tam Ewa porwała ją do domku.
- A teraz cię wystroimy! - krzyknęła biorąc do rąk szczotkę i różową szminkę
- Ohh... Przecież wiesz, że nie lubię się malować. - zaprotestowała brunetka, gdy blondynka zaplatała jej warkocze
- Wo wo wo wooooow! To ty Dziamka? - wytrzeszczył oczy
- Nie komentuj, proszę.
- Idź się pokaż swojemu Romeo.
- Zamknij się Maciejka. A twojej Juleczki nie pilnujesz? Ah, no tak. Wolisz ją zostawić w Polsce. Wśród tyyyyyylu gości przystojnieszych od ciebie... - odgryzła się i skierowała ku drzwiom
- O czymś nie wiem? - spytała Ewa
- Kocur się zakochaał. - zaśmiała się złowieszczo - Tylko wiesz, nie marcujcie jeszcze, bo ciotką nie mam zamiaru zostać. - dodała i wyszła
Skierowała się na trybuny, by dołączyć do Skrobota i Miętusa. Obydwaj z niedowierzaniem spojżeli na nią. Ta tylko przewróciła oczami i zawiesiła się na szyi Krzyśka, kładąc delikatnie głowę na jego ramię.
- Mam całusy od wszystkich dziewczyn oprócz ciebie. - zauważył
- Najlepsze na koniec. - cmoknęła go w polik, a chłopak delikatnie się uśmiechnął
- No ba.
- Mhm, przyjaźń. Ta, jasne. A ja jestem Rainbow Dash! - dorzucił Kacper
- Uwielbiam kucyki Pony!
- O losie...
- Już idę. - zeszła powolnie na dół, wlokąc gips za sobą
- Nie żebym czytała czy coś, ale ten Krzysiu musi cię na prawdę lubić.
Dziewczyna odruchowo się zaczerwieniła na twarzy. Ciekawe, co znów wykombinował... Aha! Niejakie zaproszenie do kina od Titusa znalazło się w kopercie wrzuconej w skrzynkę pocztową przy domu państwa Kotów. Matoł. Zachowywał się jak dziecko, ale na prawdę wiedział jak poprawić komuś humor.
- Ah, te dzieci... Tak szybko dorastają. Niedługo mi wylecicie wszyscy troje z gniazdka, i co ja zrobię? - westchnęła kobieta
- Mamo, mówiłam. Jesteśmy z Krzyśkiem tylko dobrymi przyjaciółmi. Nic więcej w planach.
- Chyba raczej inaczej. Coś a' la nasz Maciuś i Karolinka! Widzisz jak długo zwlekali żeby się przyznać?
- Oj mamo, mamo... - pokręciła głową i pokuśtykała do pokoju
*
Punktualnie o godzinie 14, pod jej domem zjawił się samochód Miętusa. Dziewczyna nie wiedziała co z sobą zrobić. Coś od środka ją roznosiło, podjudzało do ekscytacji. Trzęsącymi się więc rękoma, otworzyła drzwi. Stanął w nich Krzysiek, przepuszczając dziewczynę i zamykając za nią dom. Zobaczył jeszcze uśmiechniętą panią Kot, patrzącą na to wszystko zza firanki. Nie żeby coś, ale jej mama nie potrafi się chować. Gdy wsiedli do pojazdu, jak zwykle - niezręczna cisza opanowała tą dwójkę.
- Jedziesz do Planicy? - odezwała się nieśmiało Magda
- Jadę.
- Mhm.
Mniej więcej tak brzmiało większość ich rozmów na różnorodne tematy. Wkrótce jednak dojechali do celu - niewielkiego kina na Krupówkach. Zdecydowali jednogłośnie, że pójdą na "Kamienie na szaniec". Świetny film! Gdy weszli na salę, brunetka delikatnie oparła głowę o ramię przyjaciela, jednak podniosła ją szybko.
- Przepraszam. - jęknęła
- Nie masz za co. - uśmiechnął się słodko - Przecież możesz się oprzeć.
Dziewczyna powróciła do czynności, skupiając uwagę na filmie. Chłopak pozostał wpatrzony w nią.
*
Postanowili przespacerować się pod skocznię. Tak o. Trening akurat miała młodsza reprezentacja, więc Krzysiek wiedział z czym to się wiąże. Barwne komentarze ze strony Grześka. Żeby tylko Grześka. W kwestii dogadywania bratu o i robieniu siary przy dziewczynach, on był mistrzem. Magda również znała możliwości najmłodszego Miętusa. W końcu chodziła z nim do klasy. Trzymali sztamę.
Podchodząc pod obiekt, powitał ich przyjaźnie uśmiechnięty ochroniarz. Titus przybił mu piątkę i weszli.
- Kogo to moje oczy widzą! - krzyknął Kusy - Wy ten teges razem ten..? - spytał zmieszany
- Nie, nie! Co ty! Skądże! Z nim/nią? - wzbraniali się, jedno przez drugie
- Powiedzmy, że rozumiem... Co ci się stało mała?
- Trening, siatka i te sprawy. No wiesz... - zaczęła, ale nie skończyła, bo z dalsza dostrzegła przewracającego oczami Zniszczoła
- Przyszłaś zgrywać ofiarę?
Jeden, głupi człowiek, a potrafi doprowadzić do szewskiej pasji
- Ciebie też miło widzieć Oluś. - powiedziała sarkastycznie
- Widzę, że kolejnego sobie owinęłaś wokół palca.
- Krzysiek to mój przyjaciel.
- No to się wkopałeś stary... Gorszej 'koleżaneczki' znaleźć nie mogłeś.
- Daj jej spokój! - odezwał się Miętus
- Masz 3 sekundy na ucieczkę......... - wtrąciła Magda, spokojnym tonem
- Już się boję. Z kulami mnie będziesz gonić? Hahaha!
- Masz rację. Nie będę marnować siły na wrednego, rozpieszczonego chłopczyka któremu coś zawsze nie pasuje. - pokazała mu język i odeszła w stronę roześmianego Grześka
- Kocica? Uuuuuuu! Krzysiu! Masz gust! - zaśmiał się, a Magda zarumieniła się
- Kolejnemu tego nie będę tłumaczyć. - wzbronił się Titus
---------------------------------------------------------------------------------------------------
seven.
Planica, planica snežna kraljica! Le kdo je ne pozna - lepoto iz snega?
Skakalci kot ptice letijo pod nebo in slavo Planice v širni svet neso
- Krzysiek wyłącz to, bo cię wysadzę. - wycedziła przez zęby Magda
- Dobra, już...
Przyszła kolej na jej jazdę, więc wolała mieć spokój i dobrze skoncentrować się na jezdni. Pierwsza jazda od zdjęcia gipsu. Gdy wjechała ostrzej w zakręt, chłopak wlepił w nią swe niebieskie ślepia.
- Czy ty chcesz nas zabić? - wskazał na siebie i pochrapującego obok Mańka - Trochę delikatniej. Polecam jechać na biegu 3.
Dziewczyna pozostawała spokojna. Do czasu.
- Zmień bieg. Nie na ten! Na tamten! - ożywił Maciek
Nie wytrzymała. Zatrzymała pojazd, odpięła pas i wysiadła z pojazdu. Odeszła kawałek, usiadła na poboczu i podkuliła nogi do twarzy.
- Jedźcie sobie sami panowie znawcy! - krzyknęła, gdy podszedł do niej brat
- Ale Madzia... Więcej się nie odezwiemy, obiecuję. Krzysiek też. Prawda stary? - popatrzył na Miętusa, który kiwnął głową
- Ja już nie prowadzę. Z wami, nigdy więcej - wstała otrzepując się z piachu
Wsiadła ponownie, tym razem na tyle, wbijając się w fotel. Odchyliła głowę w tył i westchnęła głośno. Za kierownicą posadzono Macieja, a obok niego usiadł Titus. Dziewczyna rozłożyła się wygodnie na potrójnym siedzeniu i założyła na uszy słuchawki. Odpłynęła w krainę Morfeusza.
- Chyba nie powinniśmy jej dawać prowadzić - stwierdził Maciek
- Zdecydowanie. I tak teraz nie będzie już chciała. Trochę mi jej szkoda, ale tak będzie bezpieczniej.
- O wiele.
*
Podczas oddawania skoków treningowych przez reprezentacji Polski, Magda, po długich namowach Kruczka pojawiła się na gnieździe trenerskim. Mimo lęku wysokości postanowiła robić zdjęcia. Mgła, deszcz i podmuchy wiatru - warunki "idealne". Trochę się bała, lecz wiedziała, że chłopaki dadzą radę. Po skoku brata, postanowiła zejść na dół. Tam Ewa porwała ją do domku.
- A teraz cię wystroimy! - krzyknęła biorąc do rąk szczotkę i różową szminkę
- Ohh... Przecież wiesz, że nie lubię się malować. - zaprotestowała brunetka, gdy blondynka zaplatała jej warkocze
Gdy przejrzała się w lustrze, nie poznała się. Stochowa założyła jej jeszcze kolorową czapkę i voila.
Klamka od drzwi poruszyła się i do domku wszedł Maciek.
- Wo wo wo wooooow! To ty Dziamka? - wytrzeszczył oczy
- Nie komentuj, proszę.
- Idź się pokaż swojemu Romeo.
- Zamknij się Maciejka. A twojej Juleczki nie pilnujesz? Ah, no tak. Wolisz ją zostawić w Polsce. Wśród tyyyyyylu gości przystojnieszych od ciebie... - odgryzła się i skierowała ku drzwiom
- O czymś nie wiem? - spytała Ewa
- Kocur się zakochaał. - zaśmiała się złowieszczo - Tylko wiesz, nie marcujcie jeszcze, bo ciotką nie mam zamiaru zostać. - dodała i wyszła
Skierowała się na trybuny, by dołączyć do Skrobota i Miętusa. Obydwaj z niedowierzaniem spojżeli na nią. Ta tylko przewróciła oczami i zawiesiła się na szyi Krzyśka, kładąc delikatnie głowę na jego ramię.
- Mam całusy od wszystkich dziewczyn oprócz ciebie. - zauważył
- Najlepsze na koniec. - cmoknęła go w polik, a chłopak delikatnie się uśmiechnął
- No ba.
- Mhm, przyjaźń. Ta, jasne. A ja jestem Rainbow Dash! - dorzucił Kacper
- Uwielbiam kucyki Pony!
- O losie...
*************************************************
Miał być dłuższy - ale nie wyszło więc dodaję dwa na raz. Z dedykacją dla Daryjki której to obiecałam i Wiktorii która stale mi pomaga i mnie znosi <3
Miał być dłuższy - ale nie wyszło więc dodaję dwa na raz. Z dedykacją dla Daryjki której to obiecałam i Wiktorii która stale mi pomaga i mnie znosi <3
Za wszystkie błędy itp. przepraszam - piszę to po nocach, w dodatku na telefonie, z moimi oczami (wybieram się do okulisty, ale jak sójka za morze dosłownie) więc......
By the way - ponad 1.100 wyświetleń? Zadziwiacie mnie <3
By the way - ponad 1.100 wyświetleń? Zadziwiacie mnie <3
niedziela, 23 marca 2014
five.
Pewnie większości nasunie się teraz pytanie. Co robi Magdalena Kot, gdy nie ma co zrobić ze sobą przed zawodami? Oczywiście - gra na swojej ukochanej konsoli, siedząc na kanapie, w hotelowym holu. Mistrzostwo świata. Polecam osobiście.
Zza rogu wyłoniło się dwóch skoczków, podążających w kierunku wind. Dosłownie pożerali ją wzrokiem.
- Ty patrz stary! - krzyknął jeden, biegnąc ku dziewczynie - Dziewczyna i gra na konsoli! Jesteś aniołem? - wypytywał
- Może lubię? I nie. Nie jestem aniołem.
- A czy ty przypadkiem nie masz na imię Magda? - spytał drugi badawczo
- No mam, jakiś proo.... - podniosła głowę i otworzyła szeroko oczy - To ty?
- Andreas Wellinger we własnej osobie. Co tu robisz? - ukłonił się teatralnie
- Przyjechałam, ponownie z bratem, robię za asystento-fotografa... - zaczęła wyliczać - Hm... I chyba jestem.
- Niezauważyliśmy. Zapomniałem przedstawić. To jest Marinus. - wskazał ręką na szeroko uśmiechającego się blondyna - My już lecimy, ale może byś wpadła do pokoju 211 po konkursie?
- Chętnie - pomachała energicznie Niemcom, na pożegnanie
Po kilku sekundach już ich nie było. Została więc znowu sam na sam z grą w FIFĘ 14. Co tam, że podkradła ją bratu. To FIFA - więc warto. W jej torebce zawsze obowiązkowo znajdował się telefon, MP3, klucze do domu, książka i PSP, wraz z kilkoma grami. Nie nosiła ich zbyt wiele, by nie wzbudzać zbędnych komentarzy. A takich pojawiało się wiele. Rzadko pojawiała się gdziekolwiek w spódnicy lub sukience, wolała grać w nogę niż iść na zakupy - więc niektórzy często nazywali ją chłopczycą. Nie przejmowała się tym, ponieważ dla ważnych dla niej osób była idealna i nic nie musiała w sobie zmieniać, choć wiele razy próbowano to zrobić. Nie lubiła diametralnych zmian.
*
Cały polski sztab wraz z Piotrkiem Żyłą, wyraźnie zaniepokojony pogodą, oczekiwał konkursu. Wiatr wiał jak szalony. Czekali na decyzję organizatorów.
- Do jasnej ciasnej! Ileż można czekać!? - wykrzyknęła zdenerwowana Magda
- Spokojnie... Nie raz tak było. Zaraz powinni ogłosić decyzję. - uspokajał ją Skrobot
- Mówisz tak od 2 godzin.
Zaczęła nerwowo obracać kulę w ręce.
- Zaraz się przejdę do tego Hoffera i Tepesa.... Grr. Nogi z dupy powyrywam.
Zachowanie dziewczyny rozbawiło siedzącego w kącie Pietera, za co został przez nią skarcony wzrokiem. Po chwili jak na zawołanie do domku wpadli skoczkowie.
- Odwołane! - krzyknął Janek, chowając twarz w dłoniach - Świetnie, nie no Ziobro pokazałeś klasę na prawdę, szacunek.....
- Nie tylko ty się tak bardzo cieszysz. Daliśmy takiego czadu... - poparł go Klimek
- Pesymizm, czuję, pesymizm. - wymruczała Magda, która wyraźnie już pogodziła się z decyzją - Jest tak jak jest, nic nie zmienimy. Na następnych będzie lepiej. Proszę was, nie gryźmy już tego. W nagrodę pocieszenia zapraszam was na.... maraton filmowy. Co wy na to?
- Czemu nie... I tak pewnie na jutrzejszą drużynówkę szans nie ma, więc ok. - stwierdził Maciek, podając rękę dziewczynie, by ta wstała
Gips totalnie komplikował jej funkcjonowanie. Przynajmniej zdecydowała się na kule. To wyszło bardzo na plus.
*
Zdecydowano, że maraton odbędzie się w pokoju Żyły i Kota. Panował tam jeden, wielki bajzel. Magda zdecydowanie była maniaczką porządku (przynajmniej na wierzchu), co całkowicie odróżniało ją od braci. Brunetka zajęła miejsce obok Klimka, ale wtulona była w siedzącego obok brata. Najlepsza kocia poduszka ever. Początkowo wszyscy kłócili się o to co oglądać, ale po długich naradach ostatecznie padło na "Kilera", "Vinci" i "Mój Biegun". Oglądając zmagania Jurka Kilera z policją, telefon Kotównej wydał charakterystyczny dźwięk kichnięcia. Wszyscy odruchowo odpowiedzieli cicho 'na zdrowie' i powrócili do seansu. Dziewczyna zaśmiała się cicho. Idioci. Wzięła do ręki urządzenie i odebrała wiadomość.
Od : Krzysiaczek ;3
'Dziamuś, o której jutro wracacie?'
Do :
'Pewnie w nocy, o 20 wyjeżdżamy. A czo?'
Od :
'Chciałbym cię gdzieś porwać. Może kino?'
Do :
'Chętnie. To do zobaczenia.'
Tak zajęła się rozmową, że nie zauważyła gdy Murańka i Maciek zaczęli to wszystko czytać. Po chwili wróciła do świadomości i szybko zablokowała ekran.
- Z kim tak konwersujesz? Narzeczony nowy, co? - spytał rozbawiony Mustaf
- Z Misiaczkiem Krzysiaczkiem! - krzyknął Klimek, pomimo, że dziewczyna nieusilnie próbowała zakryć jego usta ręką
- Z Titusem? Ooooooooooooooojojojoj! Coś grubszego się nam szykuje! - stwierdził Piotrek
Magda otwartą ręką uderzyła się w twarz. Boże, widzisz, a nie grzmisz?
***********************************************
Takim akcentem żegnamy się z PŚ :(
Byle do LGP :)
+ OMG *u* 843 wyświetleń <3
Dziękuję misiaki :*
I mam małą prośbę. Jak czytacie to zostawcie po sobie komentarz, nawet anonimowy :) Chciałabym znać wasze opinie :)
+ OMG *u* 843 wyświetleń <3
Dziękuję misiaki :*
I mam małą prośbę. Jak czytacie to zostawcie po sobie komentarz, nawet anonimowy :) Chciałabym znać wasze opinie :)
wtorek, 18 marca 2014
four.
Z dedykacją dla Wikusi z ask'a i GG :* <3
******************************************
Siedział w jednej ze swoich ulubionych kawiarni, czekając na przyjaciółkę. Spóźniała się już 15 minut. Martwił się. Tak. Maciej Kot martwił się o tą niewysoką brunetkę zwaną Kiką. Powoli odchodził od zmysłów, a w jego głowie zaczęły się pojawiać najczarniejsze scenariusze, które szybko starał się odrzucić. Wziął do ręki telefon. Zaczął się bawić ekranem blokady, by po chwili dotrzeć do kontaktu dziewczyny. Miał już dzwonić, gdy drzwi gwałtownie się otworzyły. Karolina wpadła do pomieszczenia i od razu zmierzyła do stolika, który zawsze zajmowali wraz z Maćkiem. Popatrzyła na niego przepraszając i usłyszała ciche 'Nic się nie stało'.
- Maniuś przepraszam! Miałam małą, niespodziewaną wizytę. Proszę cię, nie wnikaj.
- Znów cię naszedł? - spytał z nutą zdziwienia w głosie, a dziewczyna pokiwała głową
Usiadła obok niego, spuszczając głowę. Spod rekawa jej bluzy wyłonił się mały kawałek bandarzu, nasączony krwią. Chłopak zmarszczył czoło. Zaniepokoił się. Uniósł delikatnie rękaw bluzy dziewczyny.
- Karolcia... Dlaczego?
- Ja już nie wytrzymuję. Nie daję sobie sama ze sobą rady. Naprawdę nie wiem dlaczego nadal się ode mnie nie odwrociłeś, jak inni... Mam już 22 lata, a nadal nie potrafię ułożyć sobie życia, stworzyć normalnego, trwałego związku, znaleźć osoby która będzie mnie kochała bezwarunkowo...
- Znam taką osobę.
- Taa. Niby kto chciałby się umówić z szajbuską którą porzuciła matka, ojciec jest pijakiem, przeżyła próbę samobójczą i była w wariatkowie? Nie żebym się nad sobą użalała, ale powiedz mi. Kto?
Skoczek uśmiechnął się przyjaźnie. Odgarnął jej włosy za ucho, łapiąc ją za podbródek i stykajac ich usta ze sobą. Delikatnie wpił się w jej wargi. Odrywając się, wyszeptał jej do ucha ciche 'Ja'.
*
Niska brunetka biegła pośpiesznie chodnikiem. Ulicą przejeżdżały tabuny aut. Nie zważając nawet na nie, przyspieszyła na przejściu dla pieszych. Obiecała, że dotrze na trening. Choćby nie wiem co. Zostało jeszcze 2 minuty do rozpoczęcia, a ona nadal tkwiła w połowie drogi. Jeden z samochodów zwolnił, 'dotrzymując kroku' dziewczynie. Okno się otworzyło i poczuła na sobie mierzący wzrok chłopaka.
- Spieszysz się gdzieś? - spytał jej dobrze znany, znienawidzony głos
Nie kto inny, tylko Zniszczoł.
- Może. Z resztą co cię to obchodzi.
- Tylko spytałem. Może podwieźć?
- Nie skorzystam.
- No tak. Plebs woli chodzić pieszo.
- Mmm... Przyjebał ci ktoś kiedyś patelnią? Bo ja jestem bardzo chętna. - wycedziła przez zęby, a chłopak odjechał
Głupi tchórz. Zawsze arogancki i wywyższający się. Nie przepadała za nim. Z resztą.. z wzajemnością. W gimnazjum wdała się nawet w bójkę z nim, ale to już inna bajka. Kilka minut później była już na sali. Krzysiek uśmiechnął się do niej promiennie, po czym została powitana przez resztę 'bandy'. Zaprosili ją do gry w siatkówkę. Nie wiedząc co zrobić, zgodziła się. Wylądowała w drużynie wraz z Dejvim, Kamykiem i Jankiem. Nie ma co... Mocny team.
Jej buty nie były idealne do grania, odczuła to już na początku. Postanowiła więc kontynuować grę bez nich.
- To zły pomysł - stwierdził jej starszy brat, lecz Magda pozostawała nieugięta
Ich zgrany zespół świetnie sobie radził. Rozgrywali dobre akcje. Wygrywali już 24:22 w 2 secie, gdy nagle dziewczyna podczas odbicia sposobem dolnym źle stanęła. Jakie to trzeba mieć szczęście? Magdalena 'Chodzące (teraz niekoniecznie) nieszczęście' Kot. Pięknie brzmi, nie? Syknęła z bólu. Większość grupy, jak na zawołanie, zjawiła się wokół niezdary.
- Dziama, nie udawaj, tylko wstawaj. - krzyknął trener z drugiego końca hali
- Tylko, że ona chyba nie udaje.. - stwierdził Dawid
- Będę żyć. Teraz może dajcie mi oddychać, co? - powiedziała podnosząc się, bez skutku
- Kostka, jak nic. Trzeba będzie jechać na SOR. - oznajmił Kamil
- O nie, nie, nie! Ja się do żadnego szpitala ani lekarza nie wybieram i koniec kropka. Ktoś pomoże wstać, halo?
- Tak, ale musisz usiąść na ławce. Trzeba unieruchomić. Maniek leć po apteczkę. - wtrącił Titus, biorąc dziewczynę na ręce
- Nie wygłupiaj się nawet i mnie postaw. Nie uniesiesz takiego paszteta.
- Chyba piórko miałaś na myśli. Jesteś wyjątkowo lekka. A teraz nie gadaj, tylko siedź spokojnie - usadził ją i wziął do ręki bandaż - Bardzo boli?
- Nie, tylko tak wyję bo lubię, wiesz? To chyba jasne że bardzo boli. Ał!
- Sorki.
- Dajcie mi to. - wyrwała bandaże z rąk Miętusa i Maciejki
Kilka sprytnych ruchów i na grubej warstwie okładu, pojawiła się kokardka. Byli pod wrażeniem jak takie 'ósme nieszczęście' potrafi sama się opatrzyć.
*
Po skończonym treningu wsiadła do auta wraz ze starszym bratem. Postanowili załatwić to po cichu, bez zbędnych ceregieli, by rodzice nie dowiedzieli się o nieodpowiedzialności dziewczyny. W szpitalu - jak to w szpitalu - kolejka dłużyła się niemiłosiernie. W końcu lekarz wywołał nazwisko Kot. Dziama weszła do środka, skacząc na jednej nodze i opierając o ściany. Wyglądało to komicznie. Maciek nie mógł nie wykorzystać takiej sytuacji, więc nagrał poczynania siostry.
- Policzymy się w domu - szepnęła zamykając drzwi
- Spieszysz się gdzieś? - spytał jej dobrze znany, znienawidzony głos
Nie kto inny, tylko Zniszczoł.
- Może. Z resztą co cię to obchodzi.
- Tylko spytałem. Może podwieźć?
- Nie skorzystam.
- No tak. Plebs woli chodzić pieszo.
- Mmm... Przyjebał ci ktoś kiedyś patelnią? Bo ja jestem bardzo chętna. - wycedziła przez zęby, a chłopak odjechał
Głupi tchórz. Zawsze arogancki i wywyższający się. Nie przepadała za nim. Z resztą.. z wzajemnością. W gimnazjum wdała się nawet w bójkę z nim, ale to już inna bajka. Kilka minut później była już na sali. Krzysiek uśmiechnął się do niej promiennie, po czym została powitana przez resztę 'bandy'. Zaprosili ją do gry w siatkówkę. Nie wiedząc co zrobić, zgodziła się. Wylądowała w drużynie wraz z Dejvim, Kamykiem i Jankiem. Nie ma co... Mocny team.
Jej buty nie były idealne do grania, odczuła to już na początku. Postanowiła więc kontynuować grę bez nich.
- To zły pomysł - stwierdził jej starszy brat, lecz Magda pozostawała nieugięta
Ich zgrany zespół świetnie sobie radził. Rozgrywali dobre akcje. Wygrywali już 24:22 w 2 secie, gdy nagle dziewczyna podczas odbicia sposobem dolnym źle stanęła. Jakie to trzeba mieć szczęście? Magdalena 'Chodzące (teraz niekoniecznie) nieszczęście' Kot. Pięknie brzmi, nie? Syknęła z bólu. Większość grupy, jak na zawołanie, zjawiła się wokół niezdary.
- Dziama, nie udawaj, tylko wstawaj. - krzyknął trener z drugiego końca hali
- Tylko, że ona chyba nie udaje.. - stwierdził Dawid
- Będę żyć. Teraz może dajcie mi oddychać, co? - powiedziała podnosząc się, bez skutku
- Kostka, jak nic. Trzeba będzie jechać na SOR. - oznajmił Kamil
- O nie, nie, nie! Ja się do żadnego szpitala ani lekarza nie wybieram i koniec kropka. Ktoś pomoże wstać, halo?
- Tak, ale musisz usiąść na ławce. Trzeba unieruchomić. Maniek leć po apteczkę. - wtrącił Titus, biorąc dziewczynę na ręce
- Nie wygłupiaj się nawet i mnie postaw. Nie uniesiesz takiego paszteta.
- Chyba piórko miałaś na myśli. Jesteś wyjątkowo lekka. A teraz nie gadaj, tylko siedź spokojnie - usadził ją i wziął do ręki bandaż - Bardzo boli?
- Nie, tylko tak wyję bo lubię, wiesz? To chyba jasne że bardzo boli. Ał!
- Sorki.
- Dajcie mi to. - wyrwała bandaże z rąk Miętusa i Maciejki
Kilka sprytnych ruchów i na grubej warstwie okładu, pojawiła się kokardka. Byli pod wrażeniem jak takie 'ósme nieszczęście' potrafi sama się opatrzyć.
*
Po skończonym treningu wsiadła do auta wraz ze starszym bratem. Postanowili załatwić to po cichu, bez zbędnych ceregieli, by rodzice nie dowiedzieli się o nieodpowiedzialności dziewczyny. W szpitalu - jak to w szpitalu - kolejka dłużyła się niemiłosiernie. W końcu lekarz wywołał nazwisko Kot. Dziama weszła do środka, skacząc na jednej nodze i opierając o ściany. Wyglądało to komicznie. Maciek nie mógł nie wykorzystać takiej sytuacji, więc nagrał poczynania siostry.
- Policzymy się w domu - szepnęła zamykając drzwi
*********************************************
Na wstępie zaznaczę, że poprostu was uwielbiam<3
6 komentarzy pod ostatnim rozdziałem? I ponad 600 wyświetleń bloga? Wiem, że dla was to malutko, ale dla mnie to rekord. Serducho mi się raduje i aż się pisać chce :)
Mam nadzieję, że się podoba. xx
sobota, 15 marca 2014
three.
Przysiadła lekko na parapecie, ogrzewając dłonie o kubek ciepłej herbaty z cytryną. Została w domu sama. Maciek na treningu, Kuba w Krakowie, a rodzice w pracy. Czyż to nie brzmi cudownie? Uwielbiała przesiadywać zawsze w tym samym miejscu. Mogła godzinami wpatrywać się w jeżdżące po pobliskiej drodze samochody lub przyglądać się spacerowiczom... Każdy z tych ludzi był inny. Jedni z radością wymalowaną na twarzy, drudzy szli ze spuszczonymi głowami... Można było wymyślać do woli ich historie. Robiła tak z Mańkiem, odkąd byli jeszcze dziećmi. Już wtedy łączyła ich niesamowita więź. Zawsze trzymali się razem. No może do czasu, gdy Magda przekroczyła próg gimnazjum. Zaczęła spędzać więcej czasu z nowymi przyjaciółmi. Wśród nich właśnie byli Oskar i Klemens. Kumple z boiska i szkolnej ławki. Zaufali sobie bezgranicznie. Mogła im powiedzieć wszystko co leżało jej na sercu. Oni też nie szczędzili jej różnego typu wyznań. Tych dwóch chłopaków spełniało się w roli niezawodnej przyjaciółki. Tą rolę przyjęła Iza. Choć była rok młodsza, nikomu to nie przeszkadzało i tworzyli zgraną paczkę przyjaciół. Wspólne wypady na szlaki, nad stawy... Piękne czasy. Zakończone jednym, głupim wypadkiem, który mógł wcale nie mieć miejsca. Gdyby nie to, wszystko nadal byłoby piękne i kolorowe. Ale wiadomo - życie to nie bajka. Rzeczywistość w pewnym momencie musi dać porządnie w kość. Straszne uczucie - stracić tak ważną osobę.
Wkrótce usłyszała przekręcanie klucza w zamku, na dole. Zeszła powolnie po schodach i ujrzała Kubę wraz z jakąś dziewczyną. Coś się tu kroi! Nic nie mówiąc rzuciła mu się na szyję, a blondynka spoglądnęła na nich nieśmiało.
- Alicja, to właśnie jest Madziulka, moja młodsza siostrzyczka - przedstawił ją, czochrając jej długie włosy
- Najlepsza siostra pod słońcem?
- Mhm. - brunetka uniosła dumnie głowę
- Fajna koszulka. - zauważyła, a Kotówna wpadła w śmiech - Kuba aż tak cię faworyzuje?
- Nie, akurat od Maćka. Baaardzo stara koszulka. Oczywiście geniusz nie potrafił dobrać rozmiaru, ale mniejsza z tym. Napijecie się czegoś ciepłego?
- Ja dziękuję. - mruknęła Ala
- A ja to co zawsze - uśmiechnął się Kuba i pociągnął blondynkę w stronę salonu
Magda nalała wody do czajnika elektrycznego i postawiła na bazie. W oczekiwaniu na zagotowanie się cieczy, usiadła na stołku, przeglądając kolejne kolorowe czasopisma.
*
Idąc jedną z zakopiańskich uliczek, postanowił udać się na Krupówki. To był jeden z jego ulubionych sposobów na spędzanie czasu, gdy chciał coś przemyśleć lub miał zły humor. Tym razem jego myśli zaprzątała jedna mała, wredna osóbka, która nie była mu obojętna. Nie umiał tego przyznać przed znajomymi, bratem, a nawet samym sobą. Bo chodź często jedno obrażało się na drugie, nie rozmawiali ze sobą, wytykali sobie błędy i darli przysłowiowe koty - lubili się. To trzeba było przyznać. Ich sposób na to był po prostu inny. Taki wyjątkowy.
Tym razem postanowił, że sprawi jej mały prezent przeprosinowy. Namieszałem - więc muszę to odkręcić. Przeglądał stragany w poszukiwaniu inspiracji, lecz nic nie przychodziło mu do głowy. Nagle oświeciło go. Jeden ze sprzedawców miał piękne kwiaty. Wybrał więc jedną z róż. Jej ulubione kwiaty... Wyróżniała się. Wyróżniała się, czy może COŚ nadawało jej wyjątkowości? Tego nie odgadnie nikt.
*
Magda ślęczała na kanapie, przeglądając kolejne ogłupiające kanały telewizyjne. Nie rozumiała fenomeny niektórych z nich. Gdy w końcu trafiła na jakiś kanał z kreskówkami, rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Nie zwlekając, szubko do nich podbiegła. Otworzyła, lecz po chwili zamknęła. To znaczy nie do końca, bo w szparze pomiędzy futryną a drzwiami ten ktoś postawił nogę. Więc logicznie rzecz pojmując - nie dało się ich zamknąć. Po kilku próbach ugięła się i wpuściła gościa do środka.
- A więc? Co cię tu sprowadza? - spytała znudzona
- Chciałem cię przeprosić i porozmawiać. Tak więc, przepraszam cię bardzo.. - zaczął niepewnie swój wywód, klękając na jedno kolano - Nie chciałem cię urazić moimi słowami. Na prawdę nie wiedziałem, że ciebie to zaboli.
- Wstań patafianie. - zarumieniła się - Czasami zachowujesz się jak totalny idiota, wkurzasz mnie niemiłosiernie, ale i tak ci odpuszczam. Tym razem też będę litosna.
Przytuliła go mocno
Zaciągnęła się zapachem jego perfum. Tych idealnie dopasowanych perfum, których zapach tak uwielbiała. Po chwili puściła go, a chłopak z wymalowanym uśmiechem wręczył jej niewielkiego misia oraz różę. Skomentowała to cichym 'Aww' i pozwoliła mu się rozgościć. Otwarła jedną z szafek. Wzięła do rąk mały wazonik, który napełniła do połowy wodą, wkładając do niego kwiat. Postawiła go na stoliczku obok telewizora, po chwili rozsiadając się na kanapie. W salonie państwa Kotów zagościła niezręczna cisza
- Maćka jeszcze nie ma?
- Najwidoczniej. Pewnie poszedł na romanse z Karoliną. Czemu pytasz?
- A tak jakoś. Ja już chyba będę...
- Jak tam chcesz. Myślałam, że ktoś dotrzyma mi towarzystwa. Ale nie...
- Jeśli nalegasz. - uśmiechnął się szeroko
Wkrótce usłyszała przekręcanie klucza w zamku, na dole. Zeszła powolnie po schodach i ujrzała Kubę wraz z jakąś dziewczyną. Coś się tu kroi! Nic nie mówiąc rzuciła mu się na szyję, a blondynka spoglądnęła na nich nieśmiało.
- Alicja, to właśnie jest Madziulka, moja młodsza siostrzyczka - przedstawił ją, czochrając jej długie włosy
- Najlepsza siostra pod słońcem?
- Mhm. - brunetka uniosła dumnie głowę
- Fajna koszulka. - zauważyła, a Kotówna wpadła w śmiech - Kuba aż tak cię faworyzuje?
- Nie, akurat od Maćka. Baaardzo stara koszulka. Oczywiście geniusz nie potrafił dobrać rozmiaru, ale mniejsza z tym. Napijecie się czegoś ciepłego?
- Ja dziękuję. - mruknęła Ala
- A ja to co zawsze - uśmiechnął się Kuba i pociągnął blondynkę w stronę salonu
Magda nalała wody do czajnika elektrycznego i postawiła na bazie. W oczekiwaniu na zagotowanie się cieczy, usiadła na stołku, przeglądając kolejne kolorowe czasopisma.
*
Idąc jedną z zakopiańskich uliczek, postanowił udać się na Krupówki. To był jeden z jego ulubionych sposobów na spędzanie czasu, gdy chciał coś przemyśleć lub miał zły humor. Tym razem jego myśli zaprzątała jedna mała, wredna osóbka, która nie była mu obojętna. Nie umiał tego przyznać przed znajomymi, bratem, a nawet samym sobą. Bo chodź często jedno obrażało się na drugie, nie rozmawiali ze sobą, wytykali sobie błędy i darli przysłowiowe koty - lubili się. To trzeba było przyznać. Ich sposób na to był po prostu inny. Taki wyjątkowy.
Tym razem postanowił, że sprawi jej mały prezent przeprosinowy. Namieszałem - więc muszę to odkręcić. Przeglądał stragany w poszukiwaniu inspiracji, lecz nic nie przychodziło mu do głowy. Nagle oświeciło go. Jeden ze sprzedawców miał piękne kwiaty. Wybrał więc jedną z róż. Jej ulubione kwiaty... Wyróżniała się. Wyróżniała się, czy może COŚ nadawało jej wyjątkowości? Tego nie odgadnie nikt.
*
Magda ślęczała na kanapie, przeglądając kolejne ogłupiające kanały telewizyjne. Nie rozumiała fenomeny niektórych z nich. Gdy w końcu trafiła na jakiś kanał z kreskówkami, rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Nie zwlekając, szubko do nich podbiegła. Otworzyła, lecz po chwili zamknęła. To znaczy nie do końca, bo w szparze pomiędzy futryną a drzwiami ten ktoś postawił nogę. Więc logicznie rzecz pojmując - nie dało się ich zamknąć. Po kilku próbach ugięła się i wpuściła gościa do środka.
- A więc? Co cię tu sprowadza? - spytała znudzona
- Chciałem cię przeprosić i porozmawiać. Tak więc, przepraszam cię bardzo.. - zaczął niepewnie swój wywód, klękając na jedno kolano - Nie chciałem cię urazić moimi słowami. Na prawdę nie wiedziałem, że ciebie to zaboli.
- Wstań patafianie. - zarumieniła się - Czasami zachowujesz się jak totalny idiota, wkurzasz mnie niemiłosiernie, ale i tak ci odpuszczam. Tym razem też będę litosna.
Przytuliła go mocno
Zaciągnęła się zapachem jego perfum. Tych idealnie dopasowanych perfum, których zapach tak uwielbiała. Po chwili puściła go, a chłopak z wymalowanym uśmiechem wręczył jej niewielkiego misia oraz różę. Skomentowała to cichym 'Aww' i pozwoliła mu się rozgościć. Otwarła jedną z szafek. Wzięła do rąk mały wazonik, który napełniła do połowy wodą, wkładając do niego kwiat. Postawiła go na stoliczku obok telewizora, po chwili rozsiadając się na kanapie. W salonie państwa Kotów zagościła niezręczna cisza
- Maćka jeszcze nie ma?
- Najwidoczniej. Pewnie poszedł na romanse z Karoliną. Czemu pytasz?
- A tak jakoś. Ja już chyba będę...
- Jak tam chcesz. Myślałam, że ktoś dotrzyma mi towarzystwa. Ale nie...
- Jeśli nalegasz. - uśmiechnął się szeroko
*****************************************
Tak wiem. Masakra. Jeśli są jakieś błędy to wybaczcie. Łeb mi zaraz pęknie, a piękna pogoda za oknem wcale nie pomaga.
No ale nic. Zdradzę wam w tajemnicy, że rozdział 4 jest już w trakcie przepisywania, więc spodziewajcie się go po wtorku, bo mam rekolekcje (czyt. dni tak jakby wolne) :)
Btw, dziękuję za każdy komentarz. To bardzo motywuje <3
A tu taki buziak dla was ;*
wtorek, 4 marca 2014
two.
- Kamyk! Natychmiast oddajcie mój telefon! - krzyknęłam zdenerwowana
- Marzysz! Hmm.. Ciekawe co masz w wiadomościach. Sprawdzamy? - zaproponował Kubacki, a ja poczerwieniałam ze złości. - Mama, Kuba, Kuba, Maciejka, Kika... Kika? Kto to?
O nie. Tego już za wiele. Na mojej twarzy pojawiły się wypieki, a do oczu napłynęły łzy. Podbiegłam do chłopaka, wyrywając mu telefon i uciekłam do swojego pokoju. Trzasnęłam z impetem drzwiami. Położyłam się na łóżku, tym samym rozpłakując się jak małe dziecko. Na poduszce pojawiły się czarne ślady mojego tuszu. Temat Oskara był zdecydowanie moim słabym punktem. Dostałam gęsiej skórki na ponowną myśl o tamtych wydarzeniach.
*
- Ale ty jesteś głupi! Jak się rozryczała, to chyba jasne, że twoje słowa były nie na miejscu! - zganił go Janek
- Faktycznie, trochę przesadziłeś... - wtrącił Kamil - To dla niej widocznie bardzo delikatny temat. Dlatego myślę, że lepiej go nie poruszać. Będzie chciała - powie. Ale już mniejsza z tym... Radzę ci ją przeprosić, zanim obrazi się na dobre.
- No ale za co? Za to, że nie wiedziałem?
- Za całokształt. Leć! - pchnął go Mistrz i chłopak powędrował do pokoju nr 116
*
Usłyszałam pukanie. Do pokoju, jak gdyby nigdy nic wszedł Titus. Byłam na niego wkurzona.
- Idź sobie! - rzuciłam szybko, spoglądając na chłopaka złowrogo
Minę miał skruszoną. Chyba faktycznie żałował tego co powiedział. Jednak to nie zmienia faktu, że się do niego na razie nie zamierzam odzywać.
- Dziama przepraszam. Na prawdę przepraszam! Wiem, że powiedziałem o dwa słowa za dużo...
- Dobrze, że masz tą świadomość. Teraz wyjdź, proszę. Chcę zostać sama.
- Ale...
- Chcę. Zostać. Sama. Nie dociera?!
- Dobrze... - spuścił głowę i wyszedł, lekko przymykając drzwi
Odpuścił błyskawiczne. Kurczę... Tego właśnie nie lubię. I ten cholerny mętlik w głowie... Jeśli teraz mu wybaczę, urażę swoją dumę i uzna, że łatwo wybaczam. A to nie jest prawda... A jak nie wybaczę? Obrazi się. A ja nie chcę, żeby się obraził.
*
Postanowiłam się przejść, na spacer dla dotlenienia mózgu. Zarzuciłam kurtkę oraz buty i ruszyłam na przechadzkę po totalnie mi nieznanym szwedzkim Falun. Powoli zaczynało się ściemniać. Na chodniku leżał gładko uklepany śnieg oraz momentami pojawiająca się gołoledź. Szłam powoli, skupiona na widoku gór i nieba. Było tak... Cudownie. Tak. To idealne określenie. Zaczęłam pstrykać zdjęcia moją lustrzanką. Lubiłam uchwycać takie bezcenne momenty. To takie 'artystyczne'. Nagle poślizgnęłam się. Straciłam równowagę. Próbowałam ratować się rękami, lecz po chwili wylądowałam w czyichś ramionach. Spojrzałam na mojego wybawcę. Około 20 letni, ciemny blondyn, o pięknych oczach trzymał mnie w swoich silnych ramionach. Mam straszną słabość do niebieskookich. Wydaje mi się, że skądś go znam. Tysiąc myśli na sekundę przelatywało mi przez mój mózg.
- Nic ci nie jest? - spytał po angielsku
Czyli Polakiem nie jest. Jego akcent sugerował niemieckie pochodzenie.
- Yyy... Nie, chyba nic. Nie, nie... - zaczęłam gadać jak poplątana, a chłopak lekko się uśmiechnął
- To dobrze. - postawił mnie na nogi - Chyba nie jesteś szwedką. Jak masz na imię?
Bystry chłopak.
- Magda - zaśmiałam się i poczerwieniałam
Pff.. To zawsze mnie zdradza.
- Imię ładne.. Zarówno jak i właścicielka.
- Chodź już! Spóźnisz się znów na treningi! - krzyknął jakiś mężczyzna z oddali
- Sorki, ale muszę już iść. Mam nadzieję, że się jeszcze kiedyś spotkamy. - powiedział i odbiegł
- Ja też.. - szepnęłam cicho odchodząc
*
Od pół godziny próbuję uporządkować wszystkie papiery w domku polski. Masakryczne zadanie. Gdy wykonywałam potrzebne obliczenia, milcząca dotąd krótkofalówka, odezwała się. Cud!
- Jak ci idzie? - wydobył się głos trenera
- Powoli kończę.
- To chodź już, za chwilę będą kwalifikacje.
- Ale papierki...
- Masz przyjść. I weź aparat.
- Ehh... Idę. - przystałam i naciągając na uszy czapkę, wyszłam z pomieszczenia
W Skandynawii jest okropnie mroźno! Tak się składa, że jestem ciepłolubnym osobnikiem, jak na porządnego kota przystało, ale dla skoków mogę wytrzymać nawet taki ziąb. Schodząc po schodach wpadłam po raz kolejny w zaspę. Dzień upadków? Nie lubię tego.
- Kot? - usłyszałam głos zza swoich pleców
- Murańka! - krzyknęłam radośnie i rzuciłam się w ramiona chłopaka
- Lenka, co ty tu robisz? - ścisnął mnie
- Hmm... Jestem? Zostałam wysłana na takie powiedzmy 'ferie' z braciszkiem.
- Wyrosłaś strasznie przez te pół roku. I jak? Wszystko już dobrze?
- Po co pytasz, skoro znasz odpowiedź?
- Czyli widzę, że bez zmian.. I tak jesteś bardzo dzielna, masz dobrego ducha walki. - ucałował mnie w czoło
- Dziękuję. Chyba powinieneś jechać już na górę. - uśmiechnęłam się wyrywając się z jego objęć - Będę ci dmuchać pod narty. No to sio!
Odbiegł. Ponownie zostałam sama. Rozejrzałam się jeszcze raz, w poszukiwaniu znajomych twarzy, po czym ruszyłam w stronę stojącego przy barierkach trenera Sobczyka. Rozpoczęliśmy dość mało oryginalną dyskusję na temat warunków pogodowych, które nie były najlepsze. Wiatr hulał raz z jednej, raz z drugiej strony. Bardzo loteryjnie.
***********************************************
Siemka.(: To chyba najdłuższy rozdział, który jak na razie zdołałam napisać :D Mam nadzieję, że nie zanudziłam i podzielicie się ze mną przemyśleniami na temat całości, a także tożsamości tajemniczego 'wybawiciela'. Jak myślicie, co się stało między Magdą a Oskarem? Do napisania! xx
+ Jeśli ktoś chce być informowany to polecam zostawić kontakt do siebie (twitter, ask, GG, blog czy cokolwiek) w komentarzu lub zakładce 'Informowani'. Od razu mówię, że rozdziały będą dodawane dość nieregularnie ;)
czwartek, 27 lutego 2014
one.
Godzina 9.30, a ja już na lotnisku? Dla mnie to bardzo dziwne, bo zazwyczaj o tej porze jeszcze śpię!
Usadowiłam się na wolnej ławce w terminalu. Nie minęło pięć minut i zostałam obskoczona przez grupę skoczków naszej polskiej reprezentacji, którzy postanowili się ze mną przywitać. Wszyscy na raz? Więcej was matka nie miała? Krzyczeli jeden przez drugiego. Dlaczego nie mogą mówić o ton ciszej? N I E N A W I D Z Ę hałasu. Popatrzyłam błagalnym wzrokiem na Maćka, by ich stąd wziął, bo nie wytrzymam. Posłusznie odciągnął chłopaków, proponując wycieczkę na kawę. Boże, dziękuję, że mój brat ma dar przekonywania. Po prostu go kocham. Niby czasem się sprzeczamy, kłócimy o różne drobnostki, ale tak na prawdę jesteśmy bardzo ze sobą zżyci i nie przeżylibyśmy bez siebie bardzo długo. Można mu powiedzieć wszystko, a on jak najlepsza przyjaciółka wesprze, pocieszy, doradzi... Takiego to szukać ze świecą.
Spojrzałam na drugi koniec ławki, bo zauważyłam, że ktoś się przysiadł. Kątem oka spojrzałam na tajemniczego towarzysza. Bardzo jasne, blond włosy, niebieskie tęczówki... No nie może być! Sam Mustaf we własnej osobie. Przyglądał mi się bardzo uważnie.
- Wydaje mi się, że skądś cię znam... - zaczął
- I dobrze ci się wydaje. Jestem siostrą Maćka.
- Ta słynna mała, wredna Madziulka?
- Masz mnie tak nie nazywać! Tylko on ma do tego prawo.
- Sorki.
- Nie przepraszaj. A teraz pozwól, że się oddalę, szukać brata i reszty ciołków. - powiedziałam i ruszyłam w stronę lotniskowej kawiarni
Idąc przeklinałam w myśli, że samolot spóźnia się już 30 minut. Ileż można czekać? Po chwili dostrzegłam grupę młodych chłopaków w kolorowych czapkach, oklejonych logami sponsorów. Nareszcie ich znalazłam! Z oddali można było usłyszeć ich śmiechy. Już zmierzałam w ich stronę, gdy zostałam przez kogoś zatrzymana.
- Hej, hej, hej! Zaczekaj! Magda, prawda? - spytał mężczyzna, a ja kiwnęłam twierdząco głową - Mam dla ciebie super pilne zadanie. Znajdź szybko chłopaków i przekaż, że za 10 minut lecimy.
- Dobrze, panie...
- Sobczyk. Ale mów mi Grzegorz.
- W takim razie dobrze panie Zbyszku. - uśmiechnęłam się szeroko i potruchtałam w kierunku rozbawionych skoczków
- 10 minut! - krzyknęłam, by do nich dotarło
- No to na co czekamy? Biegiem, raz raz! - rzucił Maniek łapiąc mnie za rękę
Zaczął się prawdziwy wyścig mistrzów. Ledwo za nimi nadążałam. Mają świetną kondycję!
*
Zajęłam pierwsze lepsze wolne miejsce. To nie pierwsza moja wycieczka samolotem, ale nie zmienia to faktu, że nadal się tego panicznie boję. Otworzyłam podręczną torebkę w poszukiwaniu mojej książki. Po chwili wyjęłam ją wraz z odtwarzaczem MP3 i ukochanymi słuchawkami. Założyłam je na uszy i z małych głośniczków popłynęły przyjemne dla mojego ucha dźwięki. <klik> Uwielbiam Ed'a! Otworzyłam książkę na rozdziale 10 i wciągnęłam się w magię czytania.
Poczułam, że ktoś szturcha mnie delikatnie w ramię. Podniosłam wzrok i spojrzałam na siedzącego obok mnie Miętusa. Uniósł ręce, w geście niewinności. Zdjęłam na chwilę słuchawki.
- Który to?
- Dawid. Chciał czegoś od ciebie.
- Niech się wypcha pierogami! Ja tu czytam książkę i nikt nie będzie mi bezczelnie przerywał! - oznajmiłam i powróciłam do uprzednio wykonywanej czynności
Usadowiłam się na wolnej ławce w terminalu. Nie minęło pięć minut i zostałam obskoczona przez grupę skoczków naszej polskiej reprezentacji, którzy postanowili się ze mną przywitać. Wszyscy na raz? Więcej was matka nie miała? Krzyczeli jeden przez drugiego. Dlaczego nie mogą mówić o ton ciszej? N I E N A W I D Z Ę hałasu. Popatrzyłam błagalnym wzrokiem na Maćka, by ich stąd wziął, bo nie wytrzymam. Posłusznie odciągnął chłopaków, proponując wycieczkę na kawę. Boże, dziękuję, że mój brat ma dar przekonywania. Po prostu go kocham. Niby czasem się sprzeczamy, kłócimy o różne drobnostki, ale tak na prawdę jesteśmy bardzo ze sobą zżyci i nie przeżylibyśmy bez siebie bardzo długo. Można mu powiedzieć wszystko, a on jak najlepsza przyjaciółka wesprze, pocieszy, doradzi... Takiego to szukać ze świecą.
Spojrzałam na drugi koniec ławki, bo zauważyłam, że ktoś się przysiadł. Kątem oka spojrzałam na tajemniczego towarzysza. Bardzo jasne, blond włosy, niebieskie tęczówki... No nie może być! Sam Mustaf we własnej osobie. Przyglądał mi się bardzo uważnie.
- Wydaje mi się, że skądś cię znam... - zaczął
- I dobrze ci się wydaje. Jestem siostrą Maćka.
- Ta słynna mała, wredna Madziulka?
- Masz mnie tak nie nazywać! Tylko on ma do tego prawo.
- Sorki.
- Nie przepraszaj. A teraz pozwól, że się oddalę, szukać brata i reszty ciołków. - powiedziałam i ruszyłam w stronę lotniskowej kawiarni
Idąc przeklinałam w myśli, że samolot spóźnia się już 30 minut. Ileż można czekać? Po chwili dostrzegłam grupę młodych chłopaków w kolorowych czapkach, oklejonych logami sponsorów. Nareszcie ich znalazłam! Z oddali można było usłyszeć ich śmiechy. Już zmierzałam w ich stronę, gdy zostałam przez kogoś zatrzymana.
- Hej, hej, hej! Zaczekaj! Magda, prawda? - spytał mężczyzna, a ja kiwnęłam twierdząco głową - Mam dla ciebie super pilne zadanie. Znajdź szybko chłopaków i przekaż, że za 10 minut lecimy.
- Dobrze, panie...
- Sobczyk. Ale mów mi Grzegorz.
- W takim razie dobrze panie Zbyszku. - uśmiechnęłam się szeroko i potruchtałam w kierunku rozbawionych skoczków
- 10 minut! - krzyknęłam, by do nich dotarło
- No to na co czekamy? Biegiem, raz raz! - rzucił Maniek łapiąc mnie za rękę
Zaczął się prawdziwy wyścig mistrzów. Ledwo za nimi nadążałam. Mają świetną kondycję!
*
Zajęłam pierwsze lepsze wolne miejsce. To nie pierwsza moja wycieczka samolotem, ale nie zmienia to faktu, że nadal się tego panicznie boję. Otworzyłam podręczną torebkę w poszukiwaniu mojej książki. Po chwili wyjęłam ją wraz z odtwarzaczem MP3 i ukochanymi słuchawkami. Założyłam je na uszy i z małych głośniczków popłynęły przyjemne dla mojego ucha dźwięki. <klik> Uwielbiam Ed'a! Otworzyłam książkę na rozdziale 10 i wciągnęłam się w magię czytania.
"— Nie! — ryczę i rzucam się na Finnicka, który niewątpliwie chce mieć pewność, że Peeta umarł, że już nie ma nadziei na jego ożywienie. Finnick unosi rękę i wymierza mi cios w pierś, tak mocno, że siła ciosu posyła mnie na pobliski pień drzewa. Na moment ból mnie oszałamia, usiłuję złapać oddech i widzę, jak Finnick znowu zatyka Peecie nos. Nie ruszając się z miejsca, wyciągam strzałę, wsuwam cięciwę w rowek i już mam wystrzelić, kiedy powstrzymuje mnie widok Finnicka całującego Peetę. To zachowanie jest tak dziwaczne, nawet jak na Finnicka, że ręka mi nieruchomieje. Nie, to nie pocałunek. Zatkał Peecie nos, ale rozwarł mu usta i teraz wdmuchuje powietrze do jego płuc. Widzę to, naprawdę widzę, jak klatka piersiowa Peety unosi się i opada. Finnick rozpina górę kombinezonu Peety i nasadą obu dłoni zaczyna uciskać rytmicznie miejsce nad sercem. Teraz, kiedy szok minął, domyślam się, co próbuje zrobić.
Mama robiła coś podobnego, ale bardzo rzadko, wręcz od wielkiego dzwonu. Jeżeli komuś z Dwunastego Dystryktu szwankuje serce, raczej mało prawdopodobne, że rodzina zdąży go dostarczyć do mojej mamy na czas, dlatego jej pacjentami są zwykle poparzeni, ranni albo chorzy I umierający z głodu, rzecz jasna.
Świat Finnicka jest inny. Cokolwiek teraz robi, z pewnością robił to już wcześniej, poznaję to po ustalonym rytmie oraz metodzie pracy. Powoli opuszczam łuk, przysuwam się, żeby lepiej widzied, i desperacko wypatruję oznak powodzenia. W cierpieniu liczę minuty, moja nadzieja stopniowo gaśnie, a gdy dochodzę do wniosku, że jest już za późno, że Peeta już odszedł nieodwracalnie, nagle cicho kaszle, a Finnick się prostuje."
Poczułam, że ktoś szturcha mnie delikatnie w ramię. Podniosłam wzrok i spojrzałam na siedzącego obok mnie Miętusa. Uniósł ręce, w geście niewinności. Zdjęłam na chwilę słuchawki.
- Który to?
- Dawid. Chciał czegoś od ciebie.
- Niech się wypcha pierogami! Ja tu czytam książkę i nikt nie będzie mi bezczelnie przerywał! - oznajmiłam i powróciłam do uprzednio wykonywanej czynności
*****************************************
Dzień dobry (a raczej dobry wieczór), cześć i czołem! Jak się podoba, podawajcie dalej, polecajcie czy cokolwiek :)
Zapraszam na swojego ask'a : http://ask.fm/xbooyahx
Zapraszam na swojego ask'a : http://ask.fm/xbooyahx
sobota, 22 lutego 2014
prologue.
Siedziałam zamknięta w pokoju, bezskutecznie próbując rozwiązać krzyżówkę. Strój sędziego? Nie mam kompletnie pojęcia! Właściwie, po co ja to robię? To bezsensowne. Rzuciłam zeszytem o ścianę i upiłam łyk zimnej już herbaty. Usłyszałam ciche pukanie do drzwi. Czego znów ode mnie chcą? Odruchowo wydobyłam z siebie ciche 'Proszę' i w drzwiach stanęła moja mama.
- Dziamuś, obiadek czeka. Zjesz z nami? - spytała ciepłym tonem
- Już idę. - odpowiedziałam wstając z łóżka i rozprostowując kości
Zeszłam z nią powoli na dół, gdzie tata nakrywał już do stołu. Nagle poczułam czyjeś ręce łapiące mnie w pasie. Zostałam przerzucona przez ramię. Kim był mój oprawca? Oczywiste, że to on.
- Maciek, to nie jest zabawne! Masz mnie natychmiast postawić na ziemi oszołomie! - krzyknęłam, bijąc bruneta pięściami w plecy. W końcu moje prośby zostały wysłuchane i stanęłam o własnych siłach na podłodze.
- Też się cieszę, że cię widzę kochana siostrzyczko.
- Nie słodź mi tak, bo cukrzycy jeszcze dostanę. Pan obrażalski został w Krakowie?
- Taa. Mówił coś o spotkaniu z dziewczyną, ale dokładnie nie pamiętam.
- I dobrze, że został. - palnęłam, za co zostałam skarcona wzrokiem przez mamę
- Oj Magda, Magda... - westchnął tata - Mamy dla ciebie małą niespodziankę. Mianowicie pojedziesz ze swoim bratem do Skandynawii.
- Że co, proszę? - spytaliśmy w tym samym momencie
- Mówiłaś, że nudzisz się sama w domu, a przecież lubisz oglądać skoki. Na żywo jest jeszcze większa frajda. W papierkach jesteś zapisana jako młodszy asystent trenera.
- O jezuu... Tyle czasu z Maciejką i jego psychicznymi kumplami? Trzy razy nie, dziękujemy.
- Nie masz wyboru. I nie dramatyzuj, go wiem, że dasz radę. - rodzicielka poklepała mnie po plecach
Grr.. Więcej im już nic nie powiem! Dokończyłam jedzenie sałatki i odniosłam talerz do zmywarki. Zaraz po tym pobiegłam do pokoju spakować manatki. Zapowiada się zwariowany miesiąc...
- Dziamuś, obiadek czeka. Zjesz z nami? - spytała ciepłym tonem
- Już idę. - odpowiedziałam wstając z łóżka i rozprostowując kości
Zeszłam z nią powoli na dół, gdzie tata nakrywał już do stołu. Nagle poczułam czyjeś ręce łapiące mnie w pasie. Zostałam przerzucona przez ramię. Kim był mój oprawca? Oczywiste, że to on.
- Maciek, to nie jest zabawne! Masz mnie natychmiast postawić na ziemi oszołomie! - krzyknęłam, bijąc bruneta pięściami w plecy. W końcu moje prośby zostały wysłuchane i stanęłam o własnych siłach na podłodze.
- Też się cieszę, że cię widzę kochana siostrzyczko.
- Nie słodź mi tak, bo cukrzycy jeszcze dostanę. Pan obrażalski został w Krakowie?
- Taa. Mówił coś o spotkaniu z dziewczyną, ale dokładnie nie pamiętam.
- I dobrze, że został. - palnęłam, za co zostałam skarcona wzrokiem przez mamę
- Oj Magda, Magda... - westchnął tata - Mamy dla ciebie małą niespodziankę. Mianowicie pojedziesz ze swoim bratem do Skandynawii.
- Że co, proszę? - spytaliśmy w tym samym momencie
- Mówiłaś, że nudzisz się sama w domu, a przecież lubisz oglądać skoki. Na żywo jest jeszcze większa frajda. W papierkach jesteś zapisana jako młodszy asystent trenera.
- O jezuu... Tyle czasu z Maciejką i jego psychicznymi kumplami? Trzy razy nie, dziękujemy.
- Nie masz wyboru. I nie dramatyzuj, go wiem, że dasz radę. - rodzicielka poklepała mnie po plecach
Grr.. Więcej im już nic nie powiem! Dokończyłam jedzenie sałatki i odniosłam talerz do zmywarki. Zaraz po tym pobiegłam do pokoju spakować manatki. Zapowiada się zwariowany miesiąc...
**********************************
Krótko, ale na temat. :) Mam nadzieję, że ktoś będzie czytał moje marne wypociny. Enjoy x
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




