środa, 30 kwietnia 2014

ZAWIESZAM.

Misie moje najkochańsze! (: Ostatnio mam nawał zajęć. Stwierdziłam, że bez sensu jest chyba dalsze funkcjonowanie tego bloga, skoro nie mam czasu, ani ostatnio pomysłu na kolejne rozdziały. Przepraszam, naprawdę przepraszam, ale nie wpłynę na to co się teraz u mnie dzieje. Postanowiłam więc, że zawieszę lub całkowicie usunę bloga - decyzja należy do was.

Miłej majówki! xx

sobota, 19 kwietnia 2014

nine. and ten.

  Rozdział 9


- Jedzie, jedzie, jedzie.. Hop! Leć Klimek, leć! - krzyknęła zaciskając kciuki - Dobrze, daleko!


 Spędzała zawody na trybunach z Jankiem, Kacprem i Krzyśkiem. Dostali kolorowe, puchowe czapki od Ewy, by ich Team Poland się wyróżniał. I tak zdecydowanie było. Po zakończonej serii finałowej, mieli zrobić wspólnego ognisko-grilla, nad którym właśnie czuwali Klimowski i Ave. Jeszcze tylko ostatnia dziesiątka zawodników pozostała do końca. 


 - Kamil poleci daleko, mówię wam. 
 - Phi, wróżbita Kacper? 
 - Być może. 


Dziewczyna zaśmiała się kręcąc głową z dezaprobatą. 





*





 Po oddanym świetnym skoku i odebraniu trofea rozradowany Kamil rzucił się w ramiona Ewy. Złożył na jej ustach czuły pocałunek i wyszeptał na ucho 'Kocham cię'. Widokiem pary rozczuliła Kotówna, która od dłuższego czasu przyglądała się im, robiąc zdjęcia. 

 - Niczym ninja. - skomentował stojący za nią Sobczyk, a dziewczyna podskoczyła 

 - Przestraszył mnie pan! 

 - O to mi chodziło. - uśmiechnął się 

 - Jest pan okropny. - przewróciła oczami i podeszła bliżej Stochów 

 - Uśmiech proszę! 

 - Madziunia, nie zgubiłaś czasem kogoś? - spytał Kamil 

 - Nie sądzę...? - uniosła lekko lewą brew 

 - To gdzie masz Titusa? 

 - A ta informacja mi do życia potrzebna? 

 - Teoretycznie nie... 

 - Praktycznie też. 

 - Dobra, dobra. Powiedz reszcie, że zaraz dołączymy. 

 - Ok, nie wnikam co się będzie działo przez ten czas. Bądźcie grzeczni. - rzuciła i odeszła w stronę stanowiska Polski 


Już przy domku Słowenii słyszała ich śmiechy i kłótnie. Czy oni kiedyś zmądrzeją? Nie sądzę. Kiwnęła głową do swoich niemieckich znajomych, którzy energicznie do niej machali. Uśmiechnęła się sama do siebie, gdy podbiegł do niej Andreas. 

- Może wpadniesz do nas? 

- Widzę, że gruba impreza. To tak na chwilkę. 


Chłopak objął ją ramieniem. Nie opierała się. Na przeciw wyszedł im Marinus. Ten to zawsze taki uśmiechnięty... Przybili sobie piątkę, po czym pociągnął ją za rękaw w stronę ławki stojącej przed zabudową. Po kolej zaczął przedstawiać jej swoich kadrowych przyjaciół. 

 - Ty jesteś żoną któregoś z tych Kotów z Polski? - spytał Wank marszcząc brwi 

 - Chroń panie boże! W życiu nawet bym nie chciała. 

 - To dlaczego macie takie samo nazwisko? 

 - Rodzeństwo. 

 - Twoi bracia są spoko. - wtrącił Severin 

 - Noo... Do zniesienia powiedzmy. - zaśmiała się, a telefon w jej kieszeni zawibrował - Pozwólcie, że was opuszczę, ale postaram się wrócić.. 


 Skinęła ręką na pożegnanie i odeszła dalej. Bez zbędnych przeszkód dotarła pod polski domek. Od razu rzuciła się w ramiona brata. 


 - Świetny skok Maniuś! 

 - A dzięki dzięki. Robiłaś zdjęcia, prawda? 

 - Wyszedłem korzystnie? - spytał Żyła opierając łokieć na ramieniu Kota 

 - No ba. Poczekajcie tu chwilkę, ok? - rzuciła i podeszła do siedzącego na krześle Klimka 

 - Co cię gryzie? 

 - Aga, miała wypadek. - wyszeptał kryjąc twarz w dłoniach 

 - Chodź się przytul. - otwarła szeroko ramiona - Wszystko będzie dobrze. Zobaczysz. 

 - Chciałbym w to wierzyć... Boje się o nią. Tak cholernie się o nią boję. - położył głowę na jej ramieniu, a po jego policzkach spływały pojedyncze łzy 

 - Nie martw się. Jutro rano będziesz już przy niej. 







Rozdział 10



 Po powrocie z Planicy, Dziama zaszyła się w rodzinnym domu w Zakopanem. Całe dni potrafiła przesiedzieć na kanapie, w piżamie, przeglądając kolejne kanały w TV. Znajomi w szkole, bądź na zajęciach na studiach... Czasem zaczynała żałować, że zrobiła sobie rok "przerwy". Najzwyczaniej w świecie się nudziła. Tak samo zapowiadał się 1 kwietnia. Niby taki zwykły dzień, ale jednak był wyjątkowy. Dzień jej 20 urodzin. Kuba w dzieciństwie, podczas kłótni dogryzał jej, 'że ona jest jednym, wielkim Prima Aprilisowym żartem'. Coś w tym było. Często nad tym myślała. Moje życie to jeden, wielki żart... Oczywiście, dzień ten obowiązkowo musiała spędzić sama. Tata w pracy, mama wyjechała na kilka dni do Limanowej.. A reszta? Kraków i Katowice. Tyle w temacie. Było jej przykro, bo chciała spędzić ten dzień z przyjaciółmi i rodziną. Jednak chcieć, to niekoniecznie móc. Zawsze trzeba o tym pamiętać. Około godziny 10.30 delikatnie uchyliła powieki. Wybudziła się z pięknego snu o... księciu z bajki, gdyż poczuła, że coś liże ją po czole. Obróciła głowę w lewo i ujżała białego szczeniaka, rasy maltańczyk, za którym stali jej bracia z babeczką w której umieszczona została świeczka. Przetarła oczy, by sprawdzić czy to jawa czy nadal śni. Wszystko okazało się prawdziwe. Maciek zaśmiał się cicho, za co dostał kuksańca w bok od Jakuba. 


 - Spełnienia marzeń maluchu! - wykrzyknął po chwili, wyciągając rękę z babeczką do przodu - Pomyśl życzenie i dmuchnij. 


 Dziewczyna podniosła się do pionu i lekko dmuchnęła, szeroko się uśmiechając. 


 - O jejku.. Dziękuje wam bardzo. A ten pies to czyj...?

 - Twój. Zawsze mówiłaś, że chcesz mieć własnego szczuro-psa, więc voila. - wtrącił Maniek

 - Jejku... Wy to jesteście najlepsi. - ucałowała obydwóch w policzek - Może jakieś śniadanie, hm?

 - Jak sobie księżniczka życzy. Ale najpierw babeczka.

 - Chętnie.




*


 Ni stąd, ni zowąd, w okolicach 11, pod domem Kotów zjawiła się Ewa. Blisko się z Magdą przyjaźniły. Wpadła ja burza do kuchni w której dziewczyna powolnie jadła płatki z mlekiem. Siedziała podparta ręką. Jej długie, brązowe włosy były w niezbyt artystycznym nieładzie.


 - To jak? Gdzie jedziemy najpierw?

 - Czekaj, czekaj, czekaj... O co tu chodzi?

 - Porywam cię na miasto.

 - W celu...?

 - W celu porwania cię na miasto, bo tylko tu siedzisz i się nudzisz. No już! Ruszaj ten swój zgrabny tyłeczek i się idź przebrać, bo w tej "piżamie" nigdzie nie pójdziesz.

 - Ugh... - wydusiła i wstała od stołu, kierując swoje kroki do pokoju na piętrze


Otworzyła szafę. Bajzel. Bajzel. Wszędzie bajzel... Wyciągnęła szybko czarne legginsy, popielaty T-shirt z Guns N' Roses i szarą bluzę. Udała się do łazienki, na szybkie odświeżenie się. Weszła pod prysznic. Chłodne kropelki wody spływały po całym jej ciele. Lubiła zimne prysznice. Pobudzały do życia i dawały kopa. Wyszła, delikatnie usadawiając się na miękkim dywanie. Przebrała się i otworzyła drzwi. Pobiegła jeszcze szybko do pokoju, włożyła potrzebne rzeczy do torby, zarzuciła na siebie wiosenną kurtkę w kolorze khaki i razem z Ewą skierowały się do samochodu. Pierwszy cel - Górne Krupówki. Mimo zgiełku, choć i tak mniejszego o tej porze dnia, było tam przyjemnie i miło. Po obejściu kilku sklepów - zgłodniały. Ludzka rzecz. Weszły do jednej z wielu kawiarni - jednak ta była ich ulubioną.


 - Więc opowiadaj! - zaczęła Ewa

 - Ale o czym? - uśmiechnęła się Magda

 - Udawaj, że nie wiesz. Najlepiej. Jak tam twój związek?

 - Ale ja nie.... Maciek?

 - A ja ci nie powiem! To w koncu chodzicie?

 - No niby nie. - ściszyła ton - On jest moim przyjacielem, ale jakaś cząstka mnie, pała do niego większą sympatią.. Ale... Ja nie chcę tego psuć.




--------------------------------------------------------
Od autorki: PRZEPRASZAM PRZEPRASZAM PRZEPRASZAM! <3 POSTARAM SIĘ WIĘCEJ NIE ZROBIĆ AŻ TAK DŁUGIEJ PRZERWY, WIĘC W RAMACH REKOMPENSATY DODAJE 2 W 1 (: TERAZ MAM TROCHĘ (DUŻO) WOLNEGO, ALE LATAM Z PRÓBY NA PRÓBĘ I TROCHĘ CZASU TO ZAJMUJĘ, ALE POSTARAM SIĘ NAPISAĆ COŚ NA NASTĘPNĄ SOBOTĘ. DO NAPISANIA! 
BY THE WAY - WYŚWIETLENIA WCIĄŻ ROSNĄ, A LICZBA KOMENTARZY Z ROZDZIAŁU NA ROZDZIAŁ MALEJE :( CZO JEST? :(

WIĘC:

CZYTASZ? - SKOMENTUJ, TO BARDZO MOTYWUJE.



i jeszcze jedno (:  - Zdrowych, wesołych świąt, spędzonych w gronie najbliższych, dużo radości, smacznego jajka i mokrego Dyngusa - a tego wam życzy Majka (aka Melody)

piątek, 4 kwietnia 2014

eight.

Planica przywitała Magdę w ciepły sposób. Rano, przed treningami, urządziła skoczkom pobudkę. Ba! Pobudkę na miarę mistrzów. W swój niecny plan wtajemniczyła tylko Ewę i Marcelinę, bo reszta smacznie spała. Uchyliły delikatnie drzwi do pokoju Klimka, Maćka, Krzyśka i Dzióbackiego. Porozumiewawczo spojrzały na siebie.


- 3.. 2..1.. JUŻ! - gdy skończyło się odliczanie, w pomieszczeniu wylądowała trąbka alarmowa oklejona taśmą izolacyjną, by wybrzmiał głośny dźwięk

Dziewczyny szybko skryły się w pokoju Stochów. Zaspany Kamil spojrzał na nie pytająco. Odpowiedzią ze strony damskiej części było milczenie.


- Później się dowiesz. - rzuciła Magda i wyjrzała na korytarz


 Pusto. Pewnie zeszli już na dół. Dziewczyny dokończyły pobudkę, tym razem w pokojowym stylu i podążyły na śniadanie. 

Na sali stał długi stół, zastawiony jedzeniem. Kot zajęła miejsce między Krzyśkiem i Maćkiem. 


- Mała, szatańska kocica... - wyszeptał Klemens

- Dziękuje. - uśmiechnęła się, unosząc dumnie głowę

- To był twój pomysł? - spytał Maniek

- Prawa autorskie zastrzeżone też dla mnie i Ewy! - wtrąciła Marcysia

- Odegramy się. 

- Powodzenia. Mam ochotę na basen....

- Generalnie, mogę iść z tobą. - dodał Miętus

- Łapa w górę kto idzie z nami!


Ręce unieśli Klimek, Kamil i Ewa.


- Okej, za pół godziny przy wyjściu. - zarządziła, dokończyła jedzenie i pobiegła przygotować rzeczy

 Wybrała swój ulubiony dwuczęściowy strój kąpielowy, z wzorem w hawajskie kwiatki. Usiadła wygodnie na łóżku. Opadła głową na dużą poduszkę. Rozejrzała się po pokoju. Ściany w kolorze écru, drewniane meble, podłoga wyłożona panelami... A na panelach co? Jej czarna torba, z której wypadło kilka bluzek i miś. Uśmiechnęła się sama do siebie. Podniosła maskotkę, przyglądając jej się uważnie. Dobrze wiedziała od kogo była. To słodkie... Do jej drzwi ktoś zapukał, a klamka się poruszyła. Dziewczyna szybko podniosła się do pozycji siedzącej i wrzuciła misia do torby.


- Spokojnie, to tylko ja. - powiedziała rozbawiona Ewa - Co tam tak chowasz?

- Nic 


 Kobieta uchyliła jej torbę.


- 'Niee, nie zależy mi!' 'Wcale go nie lubię aż tak.' - zacytowała

- Bo tak jest.

- Mhm, wmawiaj sobie. - blondynka szeroko się uśmiechnęła 

- Dobra, koniec tematu, okej?

- Niech będzie. Ale ja kiedyś jeszcze zatańczę na waszym weselu, zobaczysz. 


 Magda pokręciła głową z uśmieszkiem. Znała Krzyśka parę dobrych lat i dobrze wiedziała, że dziewczyny takie jak ona nie były w jego typie. A może zmienił zdanie...? Żyła wieloma nadziejami. Ale nigdy nie potrafiła przyznać przed kimś, że bardzo lubi Miętusa. Przytulali się, całowali w policzek - taki układ dziewczynie pasował. Choć gdzieś w głębi duszy chciała być całowana nie tylko w policzek. 




*




 Zabawa trwała w najlepsze. Chlusnął ją wodą. Tak mocno. Dziewczyna aż przetarła piekące oczy.


- Opanuj się, dobrze? - warknęła

- Przepraszam, nie chciałem tak bardzo. - zasmucił się


 A ona? Wykorzystując chwilę jego nieuwagi, ochlapała go z całej siły.


- Ty mała wredna kocico! - oddał jej


 Mała walka się zaczęła. Po chwili do gry włączył się Klimek. Ni stąd, ni z owąd obok nich pojawił się ratownik. Zaczął paplać coś po słoweńsku.


- Ale że co? - spytała Magda - Do you speak english? I don't understand you.


 Mężczyzna tylko pokręcił głową i zmarszczył brwi. Dziewczyna przewróciła teatralnie oczami, cicho wzdychając. Dyplomata się znalazł...




*




Leżała spokojnie na łóżku, czytając, a raczej pochłaniając kolejną część 'Pretty Little Liars'. Do pokoju wpadł jak gdyby nigdy nic Krzysiek. 


- Puka się, kotenieńku.. - szepnęła nie unosząc wzroku znad książki


 Chłopak stał, zapatrzony nią jak w święty obrazek. Miała na sobie tylko czarne, koronkowe majtki i przydługą Maćkową bluzkę. Wydawała się być taka filigramowa i delikatna. Taka... idealna. Chciał ją przytulić - tak bardzo, a za razem tak lekko, by nie zrobić jej krzywdy. Ale to tylko uczucia. Jego głupie uczucia, które zawsze mieszały w jego życiu. Aż zbytnio. 

  Dziewczyna podniosła głowę.


- O, to ty. - uśmiechnęła się - Siadaj, jak chcesz. Co cię do mnie sprowadza?

- Bo trener mnie wysłał, żebym się ciebie spytał czy jutro masz ochotę zrobić zdjęcia dla PZN-u? 

- Mam ochotę. Coś jeszcze? 

- Chcesz się przejść? Pospacerować, może pobiegać?

- Chętnie. - zaczerwieniła się - Będę u was w pokoju za 10 minut.

- To świetnie. Cześć. - rzucił i wyszedł


Cieszyło ją, że w pewnym sensie byli umówieni. Pobiegać, ale umówieni. To też jest taki typ umówienia, prawda?

 Sięgnęła po torbę, z której wyciągnęła czarne dresy i fioletową bluzę. Na nogi włożyła swoje Nike Free i wyszła z apartamentu. Zapukała szybko do 203-ki. Została w progu powitana, a raczej pożegnana przez wychodzącego z pokoju zdenerwowanego Klimka. Spojrzała pytająco na zgromadzonych.


- A temu co?

- Dostał jakąś wiadomość i się wkurzył.

- Widzę, że z was nic nie wyduszę... No nic. Krzysiek, idziesz?

- Idę, Idę. - potwierdził, szeroko się uśmiechając


 Wymaszerowali powolnie z hotelu. Planica nocą wyglądała pięknie. Jasne światła z latarni padały na drogę i chodnik. Można było zaciągnąć się świeżym, górskim powietrzem. To dawało takiego kopa, chęć do życia. Spacerowali w milczeniu. Było słychać tylko ich równe wdechy i wydechy. Nic po za tym. 


- Ale tu magicznie... - rozmarzyła się Magda

- Zgadzam się. Popatrz na gwiazdy. - wskazał palcem - Tu jest mały wóz, a tam wielki...

- O! Patrz! Spadającą gwiazda! - krzyknęła zamykając oczy i zaciskając kciuki

- O czym pomyślałaś? 

- Nie powiem, bo się nie spełni. - cmoknęła go w polik

- Dobrze. To ja też pomyślę i ci nie powiem. Ha!



********************************************


Trzeba coś namieszać, bo coś mi tu zbyt różowo.... Co wy na to?