sobota, 29 marca 2014

six. and seven.

- Magda, list do ciebie! - zawołała mama z dołu

- Już idę. - zeszła powolnie na dół, wlokąc gips za sobą

- Nie żebym czytała czy coś, ale ten Krzysiu musi cię na prawdę lubić.


Dziewczyna odruchowo się zaczerwieniła na twarzy. Ciekawe, co znów wykombinował... Aha! Niejakie zaproszenie do kina od Titusa znalazło się w kopercie wrzuconej w skrzynkę pocztową przy domu państwa Kotów. Matoł. Zachowywał się jak dziecko, ale na prawdę wiedział jak poprawić komuś humor.


- Ah, te dzieci... Tak szybko dorastają. Niedługo mi wylecicie wszyscy troje z gniazdka, i co ja zrobię? - westchnęła kobieta

- Mamo, mówiłam. Jesteśmy z Krzyśkiem tylko dobrymi przyjaciółmi. Nic więcej w planach.

- Chyba raczej inaczej. Coś a' la nasz Maciuś i Karolinka! Widzisz jak długo zwlekali żeby się przyznać?

- Oj mamo, mamo... - pokręciła głową i pokuśtykała do pokoju


*


 Punktualnie o godzinie 14, pod jej domem zjawił się samochód Miętusa. Dziewczyna nie wiedziała co z sobą zrobić. Coś od środka ją roznosiło, podjudzało do ekscytacji. Trzęsącymi się więc rękoma, otworzyła drzwi. Stanął w nich Krzysiek, przepuszczając dziewczynę i zamykając za nią dom. Zobaczył jeszcze uśmiechniętą panią Kot, patrzącą na to wszystko zza firanki. Nie żeby coś, ale jej mama nie potrafi się chować. Gdy wsiedli do pojazdu, jak zwykle - niezręczna cisza opanowała tą dwójkę.


- Jedziesz do Planicy? - odezwała się nieśmiało Magda

- Jadę.

- Mhm.


Mniej więcej tak brzmiało większość ich rozmów na różnorodne tematy. Wkrótce jednak dojechali do celu - niewielkiego kina na Krupówkach. Zdecydowali jednogłośnie, że pójdą na "Kamienie na szaniec". Świetny film! Gdy weszli na salę, brunetka delikatnie oparła głowę o ramię przyjaciela, jednak podniosła ją szybko.


- Przepraszam. - jęknęła

- Nie masz za co. - uśmiechnął się słodko - Przecież możesz się oprzeć.


Dziewczyna powróciła do czynności, skupiając uwagę na filmie. Chłopak pozostał wpatrzony w nią.






*





 Postanowili przespacerować się pod skocznię. Tak o. Trening akurat miała młodsza reprezentacja, więc Krzysiek wiedział z czym to się wiąże. Barwne komentarze ze strony Grześka. Żeby tylko Grześka. W kwestii dogadywania bratu o i robieniu siary przy dziewczynach, on był mistrzem. Magda również znała możliwości najmłodszego Miętusa. W końcu chodziła z nim do klasy. Trzymali sztamę.

  Podchodząc pod obiekt, powitał ich przyjaźnie uśmiechnięty ochroniarz. Titus przybił mu piątkę i weszli.


- Kogo to moje oczy widzą! - krzyknął Kusy - Wy ten teges razem ten..? - spytał zmieszany

- Nie, nie! Co ty! Skądże! Z nim/nią? - wzbraniali się, jedno przez drugie

- Powiedzmy, że rozumiem... Co ci się stało mała?

- Trening, siatka i te sprawy. No wiesz... - zaczęła, ale nie skończyła, bo z dalsza dostrzegła przewracającego oczami Zniszczoła

- Przyszłaś zgrywać ofiarę?


Jeden, głupi człowiek, a potrafi doprowadzić do szewskiej pasji


 - Ciebie też miło widzieć Oluś. - powiedziała sarkastycznie

 - Widzę, że kolejnego sobie owinęłaś wokół palca.

 - Krzysiek to mój przyjaciel.

 - No to się wkopałeś stary... Gorszej 'koleżaneczki' znaleźć nie mogłeś.

 - Daj jej spokój! - odezwał się Miętus

 - Masz 3 sekundy na ucieczkę......... - wtrąciła Magda, spokojnym tonem

 - Już się boję. Z kulami mnie będziesz gonić? Hahaha!

 - Masz rację. Nie będę marnować siły na wrednego, rozpieszczonego chłopczyka któremu coś zawsze nie pasuje. - pokazała mu język i odeszła w stronę roześmianego Grześka

 - Kocica? Uuuuuuu! Krzysiu! Masz gust! - zaśmiał się, a Magda zarumieniła się

 - Kolejnemu tego nie będę tłumaczyć. - wzbronił się Titus










---------------------------------------------------------------------------------------------------

seven.


Planica, planica snežna kraljica! Le kdo je ne pozna - lepoto iz snega? 
Skakalci kot ptice letijo pod nebo in slavo Planice v širni svet neso 






 - Krzysiek wyłącz to, bo cię wysadzę. - wycedziła przez zęby Magda

 - Dobra, już...


   Przyszła kolej na jej jazdę, więc wolała mieć spokój i dobrze skoncentrować się na jezdni. Pierwsza jazda od zdjęcia gipsu. Gdy wjechała ostrzej w zakręt, chłopak wlepił w nią swe niebieskie ślepia.


  - Czy ty chcesz nas zabić? - wskazał na siebie i pochrapującego obok Mańka - Trochę delikatniej. Polecam jechać na biegu 3.

  Dziewczyna pozostawała spokojna. Do czasu.

 - Zmień bieg. Nie na ten! Na tamten! - ożywił Maciek

  Nie wytrzymała. Zatrzymała pojazd, odpięła pas i wysiadła z pojazdu. Odeszła kawałek, usiadła na poboczu i podkuliła nogi do twarzy.

 - Jedźcie sobie sami panowie znawcy! - krzyknęła, gdy podszedł do niej brat

 - Ale Madzia... Więcej się nie odezwiemy, obiecuję. Krzysiek też. Prawda stary? - popatrzył na Miętusa, który kiwnął głową

 - Ja już nie prowadzę. Z wami, nigdy więcej - wstała otrzepując się z piachu


  Wsiadła ponownie, tym razem na tyle, wbijając się w fotel. Odchyliła głowę w tył i westchnęła głośno. Za kierownicą posadzono Macieja, a obok niego usiadł Titus. Dziewczyna rozłożyła się wygodnie na potrójnym siedzeniu i założyła na uszy słuchawki. Odpłynęła w krainę Morfeusza.


 - Chyba nie powinniśmy jej dawać prowadzić - stwierdził Maciek

 - Zdecydowanie. I tak teraz nie będzie już chciała. Trochę mi jej szkoda, ale tak będzie bezpieczniej.

 - O wiele.



*



 Podczas oddawania skoków treningowych przez reprezentacji Polski, Magda, po długich namowach Kruczka pojawiła się na gnieździe trenerskim. Mimo lęku wysokości postanowiła robić zdjęcia. Mgła, deszcz i podmuchy wiatru - warunki "idealne". Trochę się bała, lecz wiedziała, że chłopaki dadzą radę. Po skoku brata, postanowiła zejść na dół. Tam Ewa porwała ją do domku.


 - A teraz cię wystroimy! - krzyknęła biorąc do rąk szczotkę i różową szminkę

 - Ohh... Przecież wiesz, że nie lubię się malować. - zaprotestowała brunetka, gdy blondynka zaplatała jej warkocze


 Gdy przejrzała się w lustrze, nie poznała się. Stochowa założyła jej jeszcze kolorową czapkę i voila.
Klamka od drzwi poruszyła się i do domku wszedł Maciek.


 - Wo wo wo wooooow! To ty Dziamka? - wytrzeszczył oczy

 - Nie komentuj, proszę.

 - Idź się pokaż swojemu Romeo.

 - Zamknij się Maciejka. A twojej Juleczki nie pilnujesz? Ah, no tak. Wolisz ją zostawić w Polsce. Wśród tyyyyyylu gości przystojnieszych od ciebie... - odgryzła się i skierowała ku drzwiom

 - O czymś nie wiem? - spytała Ewa

 - Kocur się zakochaał. - zaśmiała się złowieszczo - Tylko wiesz, nie marcujcie jeszcze, bo ciotką nie mam zamiaru zostać. - dodała i wyszła


  Skierowała się na trybuny, by dołączyć do Skrobota i Miętusa. Obydwaj z niedowierzaniem spojżeli na nią. Ta tylko przewróciła oczami i zawiesiła się na szyi Krzyśka, kładąc delikatnie głowę na jego ramię.


 - Mam całusy od wszystkich dziewczyn oprócz ciebie. - zauważył

 - Najlepsze na koniec. - cmoknęła go w polik, a chłopak delikatnie się uśmiechnął

 - No ba.

 - Mhm, przyjaźń. Ta, jasne. A ja jestem Rainbow Dash! - dorzucił Kacper

 - Uwielbiam kucyki Pony!

 - O losie...



*************************************************

Miał być dłuższy - ale nie wyszło więc dodaję dwa na raz. Z dedykacją dla Daryjki której to obiecałam i Wiktorii która stale mi pomaga i mnie znosi <3  






Za wszystkie błędy itp. przepraszam - piszę to po nocach, w dodatku na telefonie, z moimi oczami (wybieram się do okulisty, ale jak sójka za morze dosłownie) więc......


By the way - ponad 1.100 wyświetleń? Zadziwiacie mnie <3

niedziela, 23 marca 2014

five.

       Pewnie większości nasunie się teraz pytanie. Co robi Magdalena Kot, gdy nie ma co zrobić ze sobą przed zawodami? Oczywiście - gra na swojej ukochanej konsoli, siedząc na kanapie, w hotelowym holu. Mistrzostwo świata. Polecam osobiście.

       Zza rogu wyłoniło się dwóch skoczków, podążających w kierunku wind. Dosłownie pożerali ją wzrokiem. 

   - Ty patrz stary! - krzyknął jeden, biegnąc ku dziewczynie - Dziewczyna i gra na konsoli! Jesteś aniołem? - wypytywał 
    
    - Może lubię? I nie. Nie jestem aniołem. 

    - A czy ty przypadkiem nie masz na imię Magda? - spytał drugi badawczo 

    - No mam, jakiś proo.... - podniosła głowę i otworzyła szeroko oczy - To ty? 

    - Andreas Wellinger we własnej osobie. Co tu robisz? - ukłonił się teatralnie 

    - Przyjechałam, ponownie z bratem, robię za asystento-fotografa... - zaczęła wyliczać - Hm... I chyba jestem. 

    - Niezauważyliśmy. Zapomniałem przedstawić. To jest Marinus. - wskazał ręką na szeroko uśmiechającego się blondyna - My już lecimy, ale może byś wpadła do pokoju 211 po konkursie? 

    - Chętnie - pomachała energicznie Niemcom, na pożegnanie 

   Po kilku sekundach już ich nie było. Została więc znowu sam na sam z grą w FIFĘ 14. Co tam, że podkradła ją bratu. To FIFA - więc warto. W jej torebce zawsze obowiązkowo znajdował się telefon, MP3, klucze do domu, książka i PSP, wraz z kilkoma grami. Nie nosiła ich zbyt wiele, by nie wzbudzać zbędnych komentarzy. A takich pojawiało się wiele. Rzadko pojawiała się gdziekolwiek w spódnicy lub sukience, wolała grać w nogę niż iść na zakupy - więc niektórzy często nazywali ją chłopczycą. Nie przejmowała się tym, ponieważ dla ważnych dla niej osób była idealna i nic nie musiała w sobie zmieniać, choć wiele razy próbowano to zrobić. Nie lubiła diametralnych zmian. 












    Cały polski sztab wraz z Piotrkiem Żyłą, wyraźnie zaniepokojony pogodą, oczekiwał konkursu. Wiatr wiał jak szalony. Czekali na decyzję organizatorów. 

     - Do jasnej ciasnej! Ileż można czekać!? - wykrzyknęła zdenerwowana Magda 

     - Spokojnie... Nie raz tak było. Zaraz powinni ogłosić decyzję. - uspokajał ją Skrobot 

     - Mówisz tak od 2 godzin. 

    Zaczęła nerwowo obracać kulę w ręce. 

     - Zaraz się przejdę do tego Hoffera i Tepesa.... Grr. Nogi z dupy powyrywam. 

    Zachowanie dziewczyny rozbawiło siedzącego w kącie Pietera, za co został przez nią skarcony wzrokiem. Po chwili jak na zawołanie do domku wpadli skoczkowie. 

     - Odwołane! - krzyknął Janek, chowając twarz w dłoniach - Świetnie, nie no Ziobro pokazałeś klasę na prawdę, szacunek..... 

     - Nie tylko ty się tak bardzo cieszysz. Daliśmy takiego czadu... - poparł go Klimek 

     - Pesymizm, czuję, pesymizm. - wymruczała Magda, która wyraźnie już pogodziła się z decyzją - Jest tak jak jest, nic nie zmienimy. Na następnych będzie lepiej. Proszę was, nie gryźmy już tego. W nagrodę pocieszenia zapraszam was na.... maraton filmowy. Co wy na to? 

     - Czemu nie... I tak pewnie na jutrzejszą drużynówkę szans nie ma, więc ok. - stwierdził Maciek, podając rękę dziewczynie, by ta wstała 

    Gips totalnie komplikował jej funkcjonowanie. Przynajmniej zdecydowała się na kule. To wyszło bardzo na plus. 






*





     Zdecydowano, że maraton odbędzie się w pokoju Żyły i Kota. Panował tam jeden, wielki bajzel. Magda zdecydowanie była maniaczką porządku (przynajmniej na wierzchu), co całkowicie odróżniało ją od braci. Brunetka zajęła miejsce obok Klimka, ale wtulona była w siedzącego obok brata. Najlepsza kocia poduszka ever. Początkowo wszyscy kłócili się o to co oglądać, ale po długich naradach ostatecznie padło na "Kilera", "Vinci" i "Mój Biegun". Oglądając zmagania Jurka Kilera z policją, telefon Kotównej wydał charakterystyczny dźwięk kichnięcia. Wszyscy odruchowo odpowiedzieli cicho 'na zdrowie' i powrócili do seansu. Dziewczyna zaśmiała się cicho. Idioci. Wzięła do ręki urządzenie i odebrała wiadomość. 



Od : Krzysiaczek ;3 

'Dziamuś, o której jutro wracacie?' 




Do : 

'Pewnie w nocy, o 20 wyjeżdżamy. A czo?' 



Od : 

'Chciałbym cię gdzieś porwać. Może kino?' 



Do : 

'Chętnie. To do zobaczenia.' 



Tak zajęła się rozmową, że nie zauważyła gdy Murańka i Maciek zaczęli to wszystko czytać. Po chwili wróciła do świadomości i szybko zablokowała ekran. 


- Z kim tak konwersujesz? Narzeczony nowy, co? - spytał rozbawiony Mustaf 


- Z Misiaczkiem Krzysiaczkiem! - krzyknął Klimek, pomimo, że dziewczyna nieusilnie próbowała zakryć jego usta ręką 

- Z Titusem? Ooooooooooooooojojojoj! Coś grubszego się nam szykuje! - stwierdził Piotrek 


Magda otwartą ręką uderzyła się w twarz. Boże, widzisz, a nie grzmisz?






***********************************************





Takim akcentem żegnamy się z PŚ :(




Byle do LGP :)



+ OMG *u* 843 wyświetleń <3
Dziękuję misiaki :*



I mam małą prośbę. Jak czytacie to zostawcie po sobie komentarz, nawet anonimowy :) Chciałabym znać wasze opinie :)

wtorek, 18 marca 2014

four.


Z dedykacją dla Wikusi z ask'a i GG :* <3



******************************************

Siedział w jednej ze swoich ulubionych kawiarni, czekając na przyjaciółkę. Spóźniała się już 15 minut. Martwił się. Tak. Maciej Kot martwił się o tą niewysoką brunetkę zwaną Kiką. Powoli odchodził od zmysłów, a w jego głowie zaczęły się pojawiać najczarniejsze scenariusze, które szybko starał się odrzucić. Wziął do ręki telefon. Zaczął się bawić ekranem blokady, by po chwili dotrzeć do kontaktu dziewczyny. Miał już dzwonić, gdy drzwi gwałtownie się otworzyły. Karolina wpadła do pomieszczenia i od razu zmierzyła do stolika, który zawsze zajmowali wraz z Maćkiem. Popatrzyła na niego przepraszając i usłyszała ciche 'Nic się nie stało'.

- Maniuś przepraszam! Miałam małą, niespodziewaną wizytę. Proszę cię, nie wnikaj. 

- Znów cię naszedł? - spytał z nutą zdziwienia w głosie, a dziewczyna pokiwała głową 

Usiadła obok niego, spuszczając głowę. Spod rekawa jej bluzy wyłonił się mały kawałek bandarzu, nasączony krwią. Chłopak zmarszczył czoło. Zaniepokoił się. Uniósł delikatnie rękaw bluzy dziewczyny. 

- Karolcia... Dlaczego? 

- Ja już nie wytrzymuję. Nie daję sobie sama ze sobą rady. Naprawdę nie wiem dlaczego nadal się ode mnie nie odwrociłeś, jak inni... Mam już 22 lata, a nadal nie potrafię ułożyć sobie życia, stworzyć normalnego, trwałego związku, znaleźć osoby która będzie mnie kochała bezwarunkowo... 

- Znam taką osobę. 

- Taa. Niby kto chciałby się umówić z szajbuską którą porzuciła matka, ojciec jest pijakiem, przeżyła próbę samobójczą i była w wariatkowie? Nie żebym się nad sobą użalała, ale powiedz mi. Kto? 

Skoczek uśmiechnął się przyjaźnie. Odgarnął jej włosy za ucho, łapiąc ją za podbródek i stykajac ich usta ze sobą. Delikatnie wpił się w jej wargi. Odrywając się, wyszeptał jej do ucha ciche 'Ja'. 






*






 Niska brunetka biegła pośpiesznie chodnikiem. Ulicą przejeżdżały tabuny aut. Nie zważając nawet na nie, przyspieszyła na przejściu dla pieszych. Obiecała, że dotrze na trening. Choćby nie wiem co. Zostało jeszcze 2 minuty do rozpoczęcia, a ona nadal tkwiła w połowie drogi. Jeden z samochodów zwolnił, 'dotrzymując kroku' dziewczynie. Okno się otworzyło i poczuła na sobie mierzący wzrok chłopaka.

- Spieszysz się gdzieś? - spytał jej dobrze znany, znienawidzony głos

 Nie kto inny, tylko Zniszczoł.

- Może. Z resztą co cię to obchodzi.

- Tylko spytałem. Może podwieźć?

- Nie skorzystam.

- No tak. Plebs woli chodzić pieszo.

- Mmm... Przyjebał ci ktoś kiedyś patelnią? Bo ja jestem bardzo chętna. - wycedziła przez zęby, a chłopak odjechał

 Głupi tchórz. Zawsze arogancki i wywyższający się. Nie przepadała za nim. Z resztą.. z wzajemnością. W gimnazjum wdała się nawet w bójkę z nim, ale to już inna bajka. Kilka minut później była już na sali. Krzysiek uśmiechnął się do niej promiennie, po czym została powitana przez resztę 'bandy'. Zaprosili ją do gry w siatkówkę. Nie wiedząc co zrobić, zgodziła się. Wylądowała w drużynie wraz z Dejvim, Kamykiem i Jankiem. Nie ma co... Mocny team.

Jej buty nie były idealne do grania, odczuła to już na początku. Postanowiła więc kontynuować grę bez nich.

- To zły pomysł - stwierdził jej starszy brat, lecz Magda pozostawała nieugięta

  Ich zgrany zespół świetnie sobie radził. Rozgrywali dobre akcje. Wygrywali już 24:22 w 2 secie, gdy nagle dziewczyna podczas odbicia sposobem dolnym źle stanęła. Jakie to trzeba mieć szczęście? Magdalena 'Chodzące (teraz niekoniecznie) nieszczęście' Kot. Pięknie brzmi, nie? Syknęła z bólu. Większość grupy, jak na zawołanie, zjawiła się wokół niezdary.

- Dziama, nie udawaj, tylko wstawaj. - krzyknął trener z drugiego końca hali

- Tylko, że ona chyba nie udaje.. - stwierdził Dawid

- Będę żyć. Teraz może dajcie mi oddychać, co? - powiedziała podnosząc się, bez skutku

- Kostka, jak nic. Trzeba będzie jechać na SOR. - oznajmił Kamil

- O nie, nie, nie! Ja się do żadnego szpitala ani lekarza nie wybieram i koniec kropka. Ktoś pomoże wstać, halo?

- Tak, ale musisz usiąść na ławce. Trzeba unieruchomić. Maniek leć po apteczkę. - wtrącił Titus, biorąc dziewczynę na ręce

- Nie wygłupiaj się nawet i mnie postaw. Nie uniesiesz takiego paszteta.

- Chyba piórko miałaś na myśli. Jesteś wyjątkowo lekka. A teraz nie gadaj, tylko siedź spokojnie - usadził ją i wziął do ręki bandaż - Bardzo boli?

- Nie, tylko tak wyję bo lubię, wiesz? To chyba jasne że bardzo boli. Ał!

- Sorki.

- Dajcie mi to. - wyrwała bandaże z rąk Miętusa i Maciejki

  Kilka sprytnych ruchów i na grubej warstwie okładu, pojawiła się kokardka. Byli pod wrażeniem jak takie 'ósme nieszczęście' potrafi sama się opatrzyć.


*


Po skończonym treningu wsiadła do auta wraz ze starszym bratem. Postanowili załatwić to po cichu, bez zbędnych ceregieli, by rodzice nie dowiedzieli się o nieodpowiedzialności dziewczyny. W szpitalu - jak to w szpitalu - kolejka dłużyła się niemiłosiernie. W końcu lekarz wywołał nazwisko Kot. Dziama weszła do środka, skacząc na jednej nodze i opierając o ściany. Wyglądało to komicznie. Maciek nie mógł nie wykorzystać takiej sytuacji, więc nagrał poczynania siostry.

- Policzymy się w domu - szepnęła zamykając drzwi


*********************************************



Na wstępie zaznaczę, że poprostu was uwielbiam<3 



6 komentarzy pod ostatnim rozdziałem? I ponad 600 wyświetleń bloga? Wiem, że dla was to malutko, ale dla mnie to rekord. Serducho mi się raduje i aż się pisać chce :) 

Mam nadzieję, że się podoba. xx 

sobota, 15 marca 2014

three.

      Przysiadła lekko na parapecie, ogrzewając dłonie o kubek ciepłej herbaty z cytryną. Została w domu sama. Maciek na treningu, Kuba w Krakowie, a rodzice w pracy. Czyż to nie brzmi cudownie? Uwielbiała przesiadywać zawsze w tym samym miejscu. Mogła godzinami wpatrywać się w jeżdżące po pobliskiej drodze samochody lub przyglądać się spacerowiczom... Każdy z tych ludzi był inny. Jedni z radością wymalowaną na twarzy, drudzy szli ze spuszczonymi głowami... Można było wymyślać do woli ich historie. Robiła tak z Mańkiem, odkąd byli jeszcze dziećmi. Już wtedy łączyła ich niesamowita więź. Zawsze trzymali się razem. No może do czasu, gdy Magda przekroczyła próg gimnazjum. Zaczęła spędzać więcej czasu z nowymi przyjaciółmi. Wśród nich właśnie byli Oskar i Klemens. Kumple z boiska i szkolnej ławki. Zaufali sobie bezgranicznie. Mogła im powiedzieć wszystko co leżało jej na sercu. Oni też nie szczędzili jej różnego typu wyznań. Tych dwóch chłopaków spełniało się w roli niezawodnej przyjaciółki. Tą rolę przyjęła Iza. Choć była rok młodsza, nikomu to nie przeszkadzało i tworzyli zgraną paczkę przyjaciół. Wspólne wypady na szlaki, nad stawy... Piękne czasy. Zakończone jednym, głupim wypadkiem, który mógł wcale nie mieć miejsca. Gdyby nie to, wszystko nadal byłoby piękne i kolorowe. Ale wiadomo - życie to nie bajka. Rzeczywistość w pewnym momencie musi dać porządnie w kość. Straszne uczucie - stracić tak ważną osobę.

       Wkrótce usłyszała przekręcanie klucza w zamku, na dole. Zeszła powolnie po schodach i ujrzała Kubę wraz z jakąś dziewczyną. Coś się tu kroi! Nic nie mówiąc rzuciła mu się na szyję, a blondynka spoglądnęła na nich nieśmiało.

    - Alicja, to właśnie jest Madziulka, moja młodsza siostrzyczka - przedstawił ją, czochrając jej długie włosy

    - Najlepsza siostra pod słońcem?

    - Mhm. - brunetka uniosła dumnie głowę

    - Fajna koszulka. - zauważyła, a Kotówna wpadła w śmiech - Kuba aż tak cię faworyzuje?

    - Nie, akurat od Maćka. Baaardzo stara koszulka. Oczywiście geniusz nie potrafił dobrać rozmiaru, ale mniejsza z tym. Napijecie się czegoś ciepłego?

    - Ja dziękuję. - mruknęła Ala

    - A ja to co zawsze - uśmiechnął się Kuba i pociągnął blondynkę w stronę salonu

      Magda nalała wody do czajnika elektrycznego i postawiła na bazie. W oczekiwaniu na zagotowanie się cieczy, usiadła na stołku, przeglądając kolejne kolorowe czasopisma.






*






     Idąc jedną z zakopiańskich uliczek, postanowił udać się na Krupówki. To był jeden z jego ulubionych sposobów na spędzanie czasu, gdy chciał coś przemyśleć lub miał zły humor. Tym razem jego myśli zaprzątała jedna mała, wredna osóbka, która nie była mu obojętna. Nie umiał tego przyznać przed znajomymi, bratem, a nawet samym sobą. Bo chodź często jedno obrażało się na drugie, nie rozmawiali ze sobą, wytykali sobie błędy i darli przysłowiowe koty - lubili się. To trzeba było przyznać. Ich sposób na to był po prostu inny. Taki wyjątkowy.

     Tym razem postanowił, że sprawi jej mały prezent przeprosinowy. Namieszałem - więc muszę to odkręcić. Przeglądał stragany w poszukiwaniu inspiracji, lecz nic nie przychodziło mu do głowy. Nagle oświeciło go. Jeden ze sprzedawców miał piękne kwiaty. Wybrał więc jedną z róż. Jej ulubione kwiaty... Wyróżniała się. Wyróżniała się, czy może COŚ nadawało jej wyjątkowości? Tego nie odgadnie nikt.





*





     Magda ślęczała na kanapie, przeglądając kolejne ogłupiające kanały telewizyjne. Nie rozumiała fenomeny niektórych z nich. Gdy w końcu trafiła na jakiś kanał z kreskówkami, rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Nie zwlekając, szubko do nich podbiegła. Otworzyła, lecz po chwili zamknęła. To znaczy nie do końca, bo w szparze pomiędzy futryną a drzwiami ten ktoś postawił nogę. Więc logicznie rzecz pojmując - nie dało się ich zamknąć. Po kilku próbach ugięła się i wpuściła gościa do środka.

   - A więc? Co cię tu sprowadza? - spytała znudzona

   - Chciałem cię przeprosić i porozmawiać. Tak więc, przepraszam cię bardzo.. - zaczął niepewnie swój wywód, klękając na jedno kolano - Nie chciałem cię urazić moimi słowami. Na prawdę nie wiedziałem, że ciebie to zaboli.

   - Wstań patafianie. - zarumieniła się - Czasami zachowujesz się jak totalny idiota, wkurzasz mnie niemiłosiernie, ale i tak ci odpuszczam. Tym razem też będę litosna.
   
   Przytuliła go mocno

    Zaciągnęła się zapachem jego perfum. Tych idealnie dopasowanych perfum, których zapach tak uwielbiała. Po chwili puściła go, a chłopak z wymalowanym uśmiechem wręczył jej niewielkiego misia oraz różę. Skomentowała to cichym 'Aww' i pozwoliła mu się rozgościć. Otwarła jedną z szafek. Wzięła do rąk mały wazonik, który napełniła do połowy wodą, wkładając do niego kwiat. Postawiła go na stoliczku obok telewizora, po chwili rozsiadając się na kanapie. W salonie państwa Kotów zagościła niezręczna cisza

   - Maćka jeszcze nie ma?

   - Najwidoczniej. Pewnie poszedł na romanse z Karoliną. Czemu pytasz?

   - A tak jakoś. Ja już chyba będę...

   - Jak tam chcesz. Myślałam, że ktoś dotrzyma mi towarzystwa. Ale nie...

   - Jeśli nalegasz. - uśmiechnął się szeroko



*****************************************


Tak wiem. Masakra. Jeśli są jakieś błędy to wybaczcie. Łeb mi zaraz pęknie, a piękna pogoda za oknem wcale nie pomaga. 




No ale nic. Zdradzę wam w tajemnicy, że rozdział 4 jest już w trakcie przepisywania, więc spodziewajcie się go po wtorku, bo mam rekolekcje (czyt. dni tak jakby wolne) :) 






Btw, dziękuję za każdy komentarz. To bardzo motywuje <3



A tu taki buziak dla was ;*


wtorek, 4 marca 2014

two.


    - Kamyk! Natychmiast oddajcie mój telefon! - krzyknęłam zdenerwowana
   
   To, że mi wypadł, nie oznacza, że mogą mi po nim grzebać do woli.
    
   - Marzysz! Hmm.. Ciekawe co masz w wiadomościach. Sprawdzamy? - zaproponował Kubacki, a ja poczerwieniałam ze złości. - Mama, Kuba, Kuba, Maciejka, Kika... Kika? Kto to? 
    
    - To moja przyjaciółka. Przy okazji też Magdy. - wtrącił Maciek, siedzący zaraz za nim
    
    - Może ma jej zdjęcia! Dawaj do galerii! - rozentuzjazmował się Miętus, przeglądając kolejno pliki - Nudy, nudy, nudy... O! A to twój chłopak? Oooooo Dziamka romansuje! To coś poważniejszego? - spytał pokazując mi zdjęcie. 
    
    O nie. Tego już za wiele. Na mojej twarzy pojawiły się wypieki, a do oczu napłynęły łzy. Podbiegłam do chłopaka, wyrywając mu telefon i uciekłam do swojego pokoju. Trzasnęłam z impetem drzwiami. Położyłam się na łóżku, tym samym rozpłakując się jak małe dziecko. Na poduszce pojawiły się czarne ślady mojego tuszu. Temat Oskara był zdecydowanie moim słabym punktem. Dostałam gęsiej skórki na ponowną myśl o tamtych wydarzeniach.


*



    - Powiedziałem coś nie tak? - spytał Krzysiek z wyrzutem

    - Ale ty jesteś głupi! Jak się rozryczała, to chyba jasne, że twoje słowa były nie na miejscu! - zganił go Janek

    - Faktycznie, trochę przesadziłeś... - wtrącił Kamil - To dla niej widocznie bardzo delikatny temat. Dlatego myślę, że lepiej go nie poruszać. Będzie chciała - powie. Ale już mniejsza z tym... Radzę ci ją przeprosić, zanim obrazi się na dobre.

   - No ale za co? Za to, że nie wiedziałem?

   - Za całokształt. Leć! - pchnął go Mistrz i chłopak powędrował do pokoju nr 116



*



      Usłyszałam pukanie. Do pokoju, jak gdyby nigdy nic wszedł Titus. Byłam na niego wkurzona.

    -  Idź sobie! - rzuciłam szybko, spoglądając na chłopaka złowrogo

      Minę miał skruszoną. Chyba faktycznie żałował tego co powiedział. Jednak to nie zmienia faktu, że się do niego na razie nie zamierzam odzywać.

    - Dziama przepraszam. Na prawdę przepraszam! Wiem, że powiedziałem o dwa słowa za dużo...

    - Dobrze, że masz tą świadomość. Teraz wyjdź, proszę. Chcę zostać sama.

    - Ale...

    - Chcę. Zostać. Sama. Nie dociera?!

    - Dobrze... - spuścił głowę i wyszedł, lekko przymykając drzwi



      Odpuścił błyskawiczne. Kurczę... Tego właśnie nie lubię. I ten cholerny mętlik w głowie... Jeśli teraz mu wybaczę, urażę swoją dumę i uzna, że łatwo wybaczam. A to nie jest prawda... A jak nie wybaczę? Obrazi się. A ja nie chcę, żeby się obraził.



*


      Postanowiłam się przejść, na spacer dla dotlenienia mózgu. Zarzuciłam kurtkę oraz buty i ruszyłam na przechadzkę po totalnie mi nieznanym szwedzkim Falun. Powoli zaczynało się ściemniać. Na chodniku leżał gładko uklepany śnieg oraz momentami pojawiająca się gołoledź. Szłam powoli, skupiona na widoku gór i nieba. Było tak... Cudownie. Tak. To idealne określenie. Zaczęłam pstrykać zdjęcia moją lustrzanką. Lubiłam uchwycać takie bezcenne momenty. To takie 'artystyczne'. Nagle poślizgnęłam się. Straciłam równowagę. Próbowałam ratować się rękami, lecz po chwili wylądowałam w czyichś ramionach. Spojrzałam na mojego wybawcę. Około 20 letni, ciemny blondyn, o pięknych oczach trzymał mnie w swoich silnych ramionach. Mam straszną słabość do niebieskookich. Wydaje mi się, że skądś go znam. Tysiąc myśli na sekundę przelatywało mi przez mój mózg.

    - Nic ci nie jest? - spytał po angielsku

  Czyli Polakiem nie jest. Jego akcent sugerował niemieckie pochodzenie.

   - Yyy... Nie, chyba nic. Nie, nie... - zaczęłam gadać jak poplątana, a chłopak lekko się uśmiechnął

   - To dobrze. - postawił mnie na nogi - Chyba nie jesteś szwedką. Jak masz na imię?

  Bystry chłopak.

   - Magda - zaśmiałam się i poczerwieniałam

  Pff.. To zawsze mnie zdradza.

   - Imię ładne.. Zarówno jak i właścicielka.

   - Chodź już! Spóźnisz się znów na treningi! - krzyknął jakiś mężczyzna z oddali

   - Sorki, ale muszę już iść. Mam nadzieję, że się jeszcze kiedyś spotkamy. - powiedział i odbiegł

   - Ja też.. - szepnęłam cicho odchodząc



*



     Od pół godziny próbuję uporządkować wszystkie papiery w domku polski. Masakryczne zadanie. Gdy wykonywałam potrzebne obliczenia, milcząca dotąd krótkofalówka, odezwała się. Cud!

   - Jak ci idzie? - wydobył się głos trenera

   - Powoli kończę.

   - To chodź już, za chwilę będą kwalifikacje.

   - Ale papierki...

   - Masz przyjść. I weź aparat.

   - Ehh... Idę. - przystałam i naciągając na uszy czapkę, wyszłam z pomieszczenia

     W Skandynawii jest okropnie mroźno! Tak się składa, że jestem ciepłolubnym osobnikiem, jak na porządnego kota przystało, ale dla skoków mogę wytrzymać nawet taki ziąb. Schodząc po schodach wpadłam po raz kolejny w zaspę. Dzień upadków? Nie lubię tego.

   - Kot? - usłyszałam głos zza swoich pleców

   - Murańka! - krzyknęłam radośnie i rzuciłam się w ramiona chłopaka

   - Lenka, co ty tu robisz? - ścisnął mnie

   - Hmm... Jestem? Zostałam wysłana na takie powiedzmy 'ferie' z braciszkiem.

   - Wyrosłaś strasznie przez te pół roku. I jak? Wszystko już dobrze?

   - Po co pytasz, skoro znasz odpowiedź?

   - Czyli widzę, że bez zmian.. I tak jesteś bardzo dzielna, masz dobrego ducha walki. - ucałował mnie w czoło

   - Dziękuję. Chyba powinieneś jechać już na górę. - uśmiechnęłam się wyrywając się z jego objęć - Będę ci dmuchać pod narty. No to sio!

     Odbiegł. Ponownie zostałam sama. Rozejrzałam się jeszcze raz, w poszukiwaniu znajomych twarzy, po czym ruszyłam w stronę stojącego przy barierkach trenera Sobczyka. Rozpoczęliśmy dość mało oryginalną dyskusję na temat warunków pogodowych, które nie były najlepsze. Wiatr hulał raz z jednej, raz z drugiej strony. Bardzo loteryjnie.



***********************************************


Siemka.(: To chyba najdłuższy rozdział, który jak na razie zdołałam napisać :D Mam nadzieję, że nie zanudziłam i podzielicie się ze mną przemyśleniami na temat całości, a także tożsamości tajemniczego 'wybawiciela'. Jak myślicie, co się stało między Magdą a Oskarem? Do napisania! xx

+ Jeśli ktoś chce być informowany to polecam zostawić kontakt do siebie (twitter, ask, GG, blog czy cokolwiek) w komentarzu lub zakładce 'Informowani'. Od razu mówię, że rozdziały będą dodawane dość nieregularnie ;)